#9uaFy
Kiedy wyjechałam na studia, zaczęłam pracę i postanowiłam leczyć swoje kompleksy. Ubierałam się coraz lepiej, w końcu poszłam do fryzjera i z każdym dniem widziałam w lustrze coraz bardziej atrakcyjną kobietę. To był czas, kiedy poznałam pierwszego chłopaka i szybko okazało się, że ta zakompleksiona nastolatka nadal we mnie siedzi.
Byłam tak głodna uwagi i zainteresowania, że dosyć szybko wchodziłam w związki z nieodpowiednim facetami. Byłam ślepa i głupio tłumaczyłam to, że nadużywają alkoholu czy traktują mnie jak rzecz. Często byłam bankomatem od pożyczania kasy czy cytuję „ładną niunią, którą będzie można wkurw... byłą dziewczynę”. Dlaczego się na to godziłam? Bo ktoś mnie w końcu zauważył i mówił miłe rzeczy, w końcu nie byłam tą najgorszą.
Dziś mam 33 lata i jestem sama od roku. Dotarło do mnie, że nie warto się pchać w byle jakie związki. W końcu po roku bycia singielką nauczyłam się kochać samą siebie.
Wiem, że nic na siłę i że kiedyś pojawi się ta odpowiednia osoba. Na razie chodzę na siłownię, biegam, uczę się języka hiszpańskiego i spotykam ze znajomymi.
#ylXs1
Ja zaś mieszkam jakieś 100 km od niej, mam męża i czwórkę dzieci. Żyje nam się dobrze, spokojnie.
Moja matka zawsze tłumaczyła moją siostrę Hanię. Zawsze to inni byli winni. A to mąż, bo jej nie wspiera, a to dzieci są nieznośne. Tłumaczyła jej alkoholizm byle czym, tylko jej pobłażając.
Przyszedł czas, że dzieci Hani się wprowadziły z domu, mając serdecznie dosyć matki pijaczki, a jej mąż zażądał w końcu rozwodu. Spakował jej rzeczy i wyrzucił z domu po kolejnej libacji alkoholowej. Dom jej się nie należy, bo jest przepisany na rodziców jej męża. Hania przyszła oczywiście do matki, ale że moja mama ma już ponad 70 lat i problemy z sercem, nie uważałam tego za rozsądny pomysł i wprost powiedziałam Hani, że jeśli się nie ogarnie, to wykończy naszą matkę.
Po miesiącu mieszkania z mamą Hania przyszła do mnie z walizkami i chciała pomocy. Zrobiłam dla niej, co mogłam – zorganizowałam jej odwyk, który całkowicie przeszła. Po nim miała się wprowadzić do nas, póki nie stanie na nogi. Warunek był jeden. Kupuję alkomat i jak będzie miała wypite, od razu się wyprowadza. Jestem matką, chciałam przede wszystkim chronić swoje dzieci.
Wszystko szło świetnie, siostra nie piła. Po pół roku znalazłam jej mieszkanie za niewielkie pieniądze i pomogłam w znalezieniu pracy. Nawet odnowiła kontakt z dziećmi.
Po dwóch miesiącach poszłam ją odwiedzić bez zapowiedzi. Mieszkanie wyglądało jak melina, ona leżała pijana na sofie. Koszmar. Miarka się przebrała i powiedziałam, że jak nie potrafiła uszanować mojej pomocy, zresztą nie pierwszej, niech już jej więcej nie oczekuje.
Z pracy ją wyrzucili, z mieszkania też. Wróciła znowu do matki, a ja nie mogę tego znieść. Nie mamy co z nią zrobić. Nie chcę, żeby mieszkała z mamą, bo ją wykończy, do siebie też nie mogę jej zabrać, bo szkoda mi moich dzieci. Siostra jest problemem dla całej rodziny. Przez 20 lat była. Nie szanuje nas, naszej chęci pomocy. Nie wyrzucę jej na bruk, ale mama codziennie do mnie dzwoni i płacze, że Hania znowu pije, a ona nie wie, co ma zrobić. Ja też nie wiem. Jestem bezradna. Mam jej serdecznie dosyć. Wiem, że to choroba, ale ludzie z tego wychodzą. Jeśli chcą, oczywiście. Wiem, że to chore, co napiszę, ale wolałabym, żeby się zapiła. Byłby w końcu święty spokój.
Jedyny sposób to wyrzucić ją na bruk. Innego nie ma.
#K7CRq
W liceum miałam koleżankę, nazwijmy ją M., która – nie owijając w bawełnę – po prostu strasznie się puszczała. Nigdy nie przyjaźniłyśmy się jakoś mocno, kilka razy wyszłyśmy razem na spacer lub zakupy. Często podczas takich wyjść zaczynała swoje zabawy. Nigdy nie zapomnę wieczoru, gdy w parku ławkę obok zadowalała kolegę mojego brata, którego widziała pierwszy raz. Może byłam głupia, bo chociaż jej zachowanie było dla mnie skandaliczne, nie przeszkadzało mi w spotykaniu się z nią. Jak by nie patrzeć, mnie nie zrobiła nic złego... Do czasu.
Zerwałam z chłopakiem, bardzo mocno to przeżyłam. Spotkałam się więc z ową koleżanką, by na spokojnie móc się wypłakać komuś, kto nie zna całej sytuacji. Siedziałyśmy długo u mnie w pokoju, w ramionach M. znalazłam odrobinkę ukojenia, a jej słowa działały na mnie zbawiennie. Byłam jej potem ogromnie wdzięczna.
Jakiś czas później były wysłał mi kilka screenów, w których M. zaraz po tym, jak wyszła ode mnie, zaczęła dawać mu obleśne propozycje. Byłam zła, smutna, zraniona i... żądna zemsty. Stworzyłam na Facebooku profil przystojnego faceta, zdjęcia paskudnie podkradłam jakiemuś Anglikowi, i zaczęłam pisać z M. Z początku był to niewinny flirt, potem stawałam się coraz odważniejsza i po trzech, może czterech dniach znajomości poprosiłam ją o nagie zdjęcia, a ona wysłała mi je od razu. Na każdym z nich było widać jej twarz, pokazała dosłownie wszystko. Najpierw chciałam udostępnić je w internecie albo wydrukować i wywiesić w szkole, ale nie umiałam być takim potworem. Zamiast tego postanowiłam dać jej nauczkę – wysłałam zdjęcia jej matce (z konta tego chłopaka). Dopisałam od razu, iż nie prześlę ich dalej, kasuję je, ale proszę o wytłumaczenie córce, że ktoś inny mógłby wyrządzić jej krzywdę. O dziwo, matka M. podziękowała mi, a później odcięła córkę od internetu na jakiś czas.
Z jednej strony trochę mi głupio, bo M. miała ogromne problemy w domu, jednak z drugiej strony boję się pomyśleć, co mogłoby się stać, gdybym to nie ja dostała jej fotki.
W zasadzie to myślę, że i tak jej fotki już krążyły po necie. Skoro od razu je wysłała, a do tego wszyscy wiedzieli jak się zachowuje to myślę, że na pewno ktoś ją już wykorzystał.
Zrobiłaś jej przysługę, że zawiadomiłaś jej mamę. Być może niedopuściłaś do tragedii 😊.
#yPiGp
Serio?
#LARIH
Poszłyśmy do dietetyka, zapisałyśmy się na siłownię, wszystko było super, zaczynałam widzieć efekty. Po paru miesiącach wyszłyśmy z paczką znajomych na miasto. W McDonaldzie znajomi skusili mnie na małe frytki. Z zamówieniem siedzieliśmy i gadaliśmy o głupotach, gdy jedna z dziewczyn spojrzała na mnie krytycznie i powiedziała coś w stylu: „Jesz w ten sposób, to co się dziwić, że nie ma efektów tego twojego odchudzania”. Nie powiem, zrobiło mi się strasznie przykro, frytki wyrzuciłam.
Później jeszcze wiele razy słyszałam od niej i paru innych osób, że skoro już udało mi się trochę zrzucić, to uda mi się jeszcze więcej. Już wtedy moje BMI wynosiło 19. Zaczęłam coraz bardziej obniżać kalorie w ciągu dnia. Z 1600 zeszłam do 1000. Potem do 800 i nadal schodziłam, w trakcie tego ciągle przeznaczałam 1-1,5 h na siłownię, wszędzie jeździłam rowerem. Bardzo schudłam kosztem energii, częstych omdleń, zaparć, bóli brzucha. Miesiączka się zatrzymała. Nie miałam siły wstać o własnych siłach, gdyby nie moja przyjaciółka, mogło się to skończyć o wiele gorzej.
Trochę się ogarnęłam, zaczęłam jeść więcej, co wiąże się z tyciem. Wpadłam w depresję. Rodzice nie pomagali. Nie byli niczego świadomi, mama była na mnie zła, że przytyłam „bo wcześniej tak ładnie, szczupło wyglądałaś”. I znowu się zaczęło liczenie kalorii, wymiotowanie, wyrzuty sumienia. Przyjaciółka mówi, że to już anoreksja i powinnam zacząć się leczyć. Jest środek nocy, dzisiaj miałam głodówkę, ale poszłam do kuchni się napić wody i wyciągając wodę z lodówki, zobaczyłam świeżą szyneczkę, zjadłam plasterek, potem kolejny i kolejny. Brzuch boli okropnie, a gardło mam już tak podrażnione, że nie mogę normalnie wymiotować, bo skończy się krwotokiem. Czuję się okropnie słabo, nie mam już siły po prostu żyć. Boję się, że gdy usnę, to już się nie obudzę.
Nikomu o tym nie mówiłam. Rodzice wspierają mnie w odchudzaniu, co tylko pogłębia mnie w przekonaniu, że jestem za gruba. Nikomu nie polecam.
Ty zauważyłaś, że coś jest nie w porządku i Twoja świadomość jest najważniejsza. Rodzice, przyjaciele, wszyscy mogą mieć zdanie na Twój temat, ale finalnie to liczy się to jak Ty się czujesz. Tak jak oni mogą sobie coś tam gadać, tak Ty jako już prawie dorosła powinnaś zacząć decydować i odpowiadać za siebie. Twoi rodzice są toksyczni zachęcając cię do dalszego odchudzania. Idź do lekarza, jak masz możliwość to do terapeuty, porozmawiaj z kimś spoza Twojego kręgu rodziny i znajomych, kto zna się na temacie. Anoreksja jest chorobą śmiertelną, zastanów się czy chcesz umrzeć, żeby zadowolić swoją wagą rodzinę i znajomych.
#BmlXB
Wbiegam jak najszybciej do męskiej toalety w tym cudownym przybytku i nagle strach – w kabinie nie ma papieru! Szybka kalkulacja i decyzja podjęta – biegnę do damskiej. Tam jednak sytuacja ta sama. Nie byłem już w stanie myśleć, co robić dalej, moja dupa przejęła kontrolę nad myśleniem, opadłem na kibel i wypuściłem ogromny ładunek.
Euforia, jaką odczułem po wszystkim, była nie do opisania. Posiedziałem jeszcze chwilkę, napawając się pięknem świata, w którym nie trzeba zaciskać pośladów i wtedy do mnie dotarło – nie mam się czym podetrzeć...
Byłem w damskiej toalecie, więc przeszukałem kosz na śmieci, który stał obok, i podtarłem tyłek zużytą podpaską. Ręce szorowałem jakieś 15 minut. Było warto!
Mamy ci uwierzyć, że wycierałeś odbyt zakrwawioną podpaską? Bo po drugiej stronie jest lepki plastik.
#qxQQ5
Średnio 5 razy w miesiącu jestem mieszana z błotem za to, że nie posprzątałam po swoim psie. Sąsiedzi mnie nienawidzą, zawsze patrzą na mnie spod byka, kiedy przechodzę z nim przez osiedle. Słyszałam już mnóstwo wyzwisk, a nawet agresji, kierowanych w moją stronę. Dziś jednak przeszli samych siebie.
Położyli na mojej wycieraczce stertę psich kup pozbieranych z trawników w okolicy i umazali nimi drzwi do mojego mieszkania. Kupa była też w skrzynce na listy.
Powiecie, że słusznie? Ja też powiedziałabym tak samo. Gdyby nie to, że za każdym razem, gdy moi kochani sąsiedzi widzieli mnie na spacerze z moim psem, to on w rzeczywistości sikał. Kupę robi tylko w jednym miejscu, na jego ulubionym trawniczku za osiedlem, którego nie widać przez gęste, wysokie drzewa i gdzie nikt nie chodzi. Kosz jest już tam na miejscu, więc nikt mnie nigdy nie widział z pełnym woreczkiem. I co najistotniejsze: mój pies to suczka. A suczki, jak niektórzy najwyraźniej nie wiedzą, nie podnoszą tylnej łapy podczas sikania, tylko kucają. Osoba, która nie ma psa, faktycznie może mieć problem z rozróżnieniem suczki, która robi kupę, od tej, która sika. Dlatego wszyscy pomyśleli, że to ja jestem winna zafajdanych trawników.
Na nic moje tłumaczenia, pokazywanie, że zawsze mam przy sobie woreczki... ludzie i tak wiedzą lepiej i nawet nie chce im się sprawdzić, co pies zostawił po sobie, zanim zaczną mnie po raz kolejny gonić z pretensjami. Przecież wszyscy inni sprzątają – problem w tym, że robią to tylko wtedy, kiedy wokół są inni ludzie. A ja przy innych nie sprzątam, no bo jak posprzątać mocz?
W ten oto sposób chyba jedynej osobie w okolicy, która sprząta po swoim psie, oberwało się za wszystkich syfiarzy, którzy tego nie robią. Dziękuję!
#MtfAU
Mój facet ma też siostrę. To typ osoby, która uważa się za kobietę pracy, intelektualistkę, ogólnie ma o sobie bardzo wysokie mniemanie. Prawda jest taka, że jego rodzice wciąż ją utrzymają, pomimo że skończyła już dawno 26 lat i ma już narzeczonego. Studia też już ma skończone i to w całkiem fajnym zawodzie, gdzie nie tak trudno o złapanie pracy. Wiem, bo sama kończyłam ten kierunek. Proponowałam jej kilka razy, by złożyła CV do firmy, gdzie pracuję, bo warunki są naprawdę spoko, ale zawsze mi odmawiała, mówiąc, że nie po to studia kończyła, żeby zaczynać od najniższego szczebla w firmie. Łudzi się, że dostanie od razu kierownicze stanowisko. Szwagier zaś jest magazynierem i nie wyciąga kokosów.
Ostatnio z narzeczonym zaczęliśmy myśleć o kupnie działki. Nie planujemy się na razie budować, ale chcieliśmy w coś zainwestować, a ziemia pod dużym miastem nigdy nie stanieje, jak już, to będzie droższa. Jak się o tym dowiedziała jego siostra, to nie była zachwycona. Po tygodniu dowiedzieliśmy się, że pożyczyła od rodziny pokaźną sumę na kupno działki. Byliśmy w ciężkim szoku, ponieważ laska jest bez pracy, jej facet dużo nie zarabia i skąd w ogóle pomysł, żeby kupić działkę? I jak w ogóle chcieli spłacić dług? Ale nie nasza sprawa, żyliśmy dalej.
Po roku odezwała się moja teściowa, że jej córka kupiła tę działkę, ale nie mają się za co wybudować i czy my byśmy im ewentualnie nie pożyczyli kasy. Odmówiłam, tłumacząc się tym, że też niedawno kupiliśmy działkę i zwyczajnie nie mamy. Teściowa tylko rzuciła słuchawką. Wieczorem opowiedziałam o tym chłopakowi, a on opowiedział mi, jak to wyszło z jego ukochaną siostrą.
Rodzina pożyczyła im pieniądze, bo jednej części powiedzieli, że czekają na spadek (?), a drugiej, że czekają na kredyt. Ani spadku, ani kredytu tak naprawdę nie było. A pożyczka miała być na dwa miesiące. Teściowa chciała od nas wyłudzić pieniądze, bo rodzina zaczęła straszyć ich sądem. Ogólnie masakra. Teraz my jesteśmy najgorsi, bo nam się dobrze żyje, a nie chcemy pomóc jego biednej siostrze.
Poszłam do niej i jeszcze raz zaproponowałam pracę w firmie, gdzie pracuję. Odmówiła, a jeszcze miała pretensje, że lepiej byśmy jej kasę pożyczyli, bo co ona ma teraz zrobić, że my to dostaliśmy mieszkanie za free, to jesteśmy mądrzy.
Teściowa i siostra nie odzywają się do nas. Gdy powiedzieliśmy, że za dwa lata bierzemy ślub, to stwierdziły, że one i tak nie przyjadą. Siostra dodała, że kłujemy ją bogactwem w oczy, a jej ledwie na chleb starcza.
To chyba dobrze że pozbyliście się dziwolągow.
#5CP6j
Wyobraźcie sobie, że kiedy ją poznałam, była otwartą, wiecznie uśmiechniętą dziewczyną. Miała pomysł na siebie, dobrze się uczyła i spełniała swoje marzenia. Po czterech latach w naszym technikum w ogóle nie szuka kontaktu z ludźmi, rozmawia tylko ze mną, niestety będzie powtarzać klasę, bo tak dużo godzin opuściła, że jest nieklasyfikowana. Wszystko przez ludzi, którzy od początku wyśmiewali jej wzrost, wmawiali jej, że wygląda śmiesznie, że nikt jej nie będzie traktował poważnie. Najlepsze było to, że mówili jej, że wygląda przy mnie pokracznie, jak niedorozwinięty kurdupel. Ja myślę, że to ja przy niej wyglądałam jak Godzilla i to mi powinni dogryzać. W każdym razie jakoś się trzymała, zawsze potrafiła rzucić ciętą ripostą, co skutkowało spokojem na kilka dni. Niestety w trzeciej klasie dołączyli do tego wszystkiego nauczyciele. Kiedy zapomniała o sprawdzianie, to jedna nauczycielka powiedziała coś typu, że potwierdziła się jej teoria, iż niski wzrost idzie w parze z niską inteligencją. Do sprawdzianu z WF-u, dokładnie z gry w siatkówkę, nauczyciel nawet jej nie dopuścił i wstawił jedynkę, bo taki karzełek w życiu nie da rady przebić piłki przez siatkę (co z tego, że gra najlepiej w klasie). Jak tylko spóźniła się na lekcję, to teksty nauczycieli typu: „Dziewczynko, zgubiłaś się? Podstawówka jest parę ulic dalej” były normą. Punktem kulminacyjnym było, kiedy rozmawiała z chłopakiem, w którym była zakochana od długiego czasu, zapytała się, czy pójdą razem na studniówkę i usłyszała od niego, że nie, bo będzie wyglądała jak jego córka lub młodsza siostra, ale jak będzie chciał, żeby ktoś mu zrobił loda na balu, to się do niej odezwie, bo jako jedyna nie musi nawet klękać, a tak swoją drogą, to niskie kobiety tylko do tego się nadają.
Po tym dziewczyna przestała chodzić do szkoły. Ciężko będzie jej się teraz pozbierać.
Jak widać, nie tylko dzieci potrafią być okrutne, bo do tej sytuacji doprowadzili tylko i wyłącznie ludzie dorośli. Zniszczyli jej życie, psychikę i plany na przyszłość. Mam tylko nadzieję, że karma wróci do wszystkich, którzy wyśmiewają innych z tak błahych powodów, na które nie mamy wpływu.