#1EVAG

Mam kuzynkę, ma 26 l. Odwiedziłyśmy ostatnio babcię i tak siedzimy i pijemy herbatkę.

Babcia przynosi pomarańcze, żebyśmy się poczęstowały. Kuzynka jeść nie będzie, jeśli jej się nie obierze. Ja w szoku, babcia zaczyna obierać, ja w jeszcze większym szoku.

Jakiś czas później babcia przynosi jabłuszka. Kuzynka jeść nie będzie, jeśli nie będą obrane i pokrojone. Ja w szoku, babcia obiera i kroi, ja w jeszcze większym szoku.

Nadchodzi wieczór, czas spać. Ścielę sobie łóżko, kuzynka stoi i czeka, aż ktoś to za nią zrobi. Patrzę, nie dowierzam. Babcia (mimo moich uwag) pościeliła łóżko kuzynce.

Ranek. Kuzynka nie wstanie, jak nie dostanie śniadania do łóżka. Babcia przyniosła herbatkę i kanapeczki.

Po obiedzie kuzynce zachciało się czipsów. Oczywiście sklep tak daleko... (200 metrów), babcia poszła.

Ja rozumiem, że babcie lubią rozpieszczać wnuki, ale czy to nie jest już lekka przesada?
GrumpyMule Odpowiedz

Coz, wyglada na to, ze kuzynce bycie ameba umyslowa nie wystarcza, wiec postanowila pojsc o krok dalej i zaprzestac uzywania raczek i nozek. Chyba, ze jej konczyny wczesniej ujebalo, bo innego wytlumaczenia takiego zachowania nie widze.

Odpowiedzi (1)
Lenia1234 Odpowiedz

Jak babcia będzie ją tak wyreczać to ta kuzynka będzie jeszce bardziej tego nadużywac.

Zobacz więcej komentarzy (11)

#C0wAH

Jestem w związku 5 lat, rok temu doszło do zaręczyn. Cieszyłam się, ale euforia szybko minęła, kiedy uświadomiłam sobie, że zaręczyny były dla tzw. "świętego spokoju", ponieważ nie ma żadnych rozmów odnośnie planowania wesela.

Widuję się z moim narzeczonym 2 razy w tygodniu ze względu na pracę i nawet nie cieszy mnie to, kiedy się widzimy. Nudzi mnie to, że nawet nie mamy o czym rozmawiać, nigdzie nie wychodzimy, chyba że coś zjeść - to wszystko, bo przeważnie mu się nie chce. Znajomi też się od nas odsunęli, zawsze im odmawiał wspólnego wyjścia kłamiąc, że ja jestem chora bądź mamy inne plany. Przez niego stałam się aspołeczna, dopiero od niedawna zaczęłam wychodzić do ludzi i teraz poczułam jak bardzo mi tego brakowało, przez niego straciłam 5 lat życia w towarzystwie.
Ostatnio spotkałam dawnego znajomego i dużo bardziej cieszyło mnie spotkanie z nim niż z własnym facetem.

Przez to wszystko zastanawiam się, czy w ogóle go kocham, czy jestem z nim z przyzwyczajenia. Zwłaszcza że zauważyłam, że podobam się innym mężczyznom.
wmw Odpowiedz

Zwiazek sie "wypalil" i chyba czas na zmiany. Ale to Ty musisz wiedziec, czuć, zdecydowac. Powodzenia

mroofkojad Odpowiedz

Przez niego stałaś się aspołeczna? Brzmi, jakby co najmniej zainstalował ci łańcuch w domu.

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#rxyQN

Nie utrzymuję kontaktu z dziadkiem i babcią od strony ojca odkąd skończyłam 14 lat. Ani mnie, ani im jakoś to nie przeszkadzało. Po 12 latach, będąc dorosłą osobą, zaczęłam mieć dziwne sny, w których główną rolę odgrywał mój dziadek. W przeciągu 4 tygodni śnił mi się 7-krotnie. W tamtym okresie pracowałam z jedną znajomą której każdy sen opowiadałam ze szczegółami. Na początku we śnie dziadek chorował, w każdym kolejnym było coraz gorzej, w ostatnim na łożu śmierci wskazał mnie palcem i krzyczał coś w rodzaju „ty mi nawet szklanki wody nie podałaś!”. Koleżanka kazała mi iść i odwiedzić go na cmentarzu, nie wiedząc, że dziadek żyje.

Dwa miesiące później przypadkiem okazało się, że dziadek w czasie moich snów umierał na raka jelit, niewyobrażalnie się męcząc. Podobno pytał o mnie, kiedy się pojawię, ale nikt do mnie nie zadzwonił.

Znajoma była ze mną, jak dostałam telefon z tą wiadomością. Ciarki przeszły i mi, i jej.
GrumpyMule Odpowiedz

Dziwne, ze nikt nie czul sie w obowiazku powiedziec Ci o stanie dziadka...szczegolnie, ze o Ciebie pytal.
P.S. zerwalas kontakty z jakiegos szczegolnego powodu?

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#yplxQ

Z Olą poznałyśmy się dzięki stronie Wattpad, gdzie obie pisaliśmy swoje amatorskie książki. A że to czasy trochę odległe, nie było tam zbyt wielu prac po polsku, a pomijając różne ''fanfictions'' oraz ''q&a'' czy inne oparte na anime książki - było tam naprawdę malusio konkretniejszych pozycji. Stąd i ona, i ja, wpadłyśmy na swoje publikacje dość prędko (tzn. na świeże prace, wciąż niezakończone - nie te roczne albo starsze). Najpierw to ona zaczęła czytać moje próby literackie, zawsze zostawiając miłe komentarze lub uprzejme uwagi. Potem to ja z ciekawości odwiedziłam jej profil oraz jej prace, zazdroszcząc dziewczynie talentu i drygu wraz z nietypowymi pomysłami na tematy. Wszyscy zostawiali jej słowa, że powinna wydać swoje tomiki poezji lub dokończyć czym prędzej jakąś książkę, by mogła ją wreszcie dać do druku i do szerszej grupy odbiorców. Ja to popierałam, i jej to napisałam w prywatnej wiadomości, dalej na Wattpad.

Tak się poznałyśmy i tak przerzuciłyśmy się po dwóch latach na Facebooka, gdzie wygodniej było pisać i szło wysyłać sobie zdjęcia czy filmy. A potem byłyśmy w czasie, w której nasza znajomość miała już pięć lat - i nadal nie widziałyśmy siebie na żywo poza zdjęciami, filmami, wieloma wiadomościami głosowymi i połączeniami (bo nr tel. swój wzajemny sobie dałyśmy). Zdecydowałyśmy się umówić na kawę w mieście, które obie miałyśmy w połowie naszej drogi do siebie - obie byłyśmy z dwóch krańców Polski, trochę kombinować trzeba było, ale stwierdziłyśmy, że to robimy.

Przejechałam niemal 300 km na darmo. Dojechałam do miasta z umowy, poszłam z mapami Google pod wybraną kawiarenkę i już się miałam rozpłaszczać, kiedy zadzwoniła Ola. Odebrałam. Powiedziała, że nie może przyjechać, bo coś jej wyskoczyło. Choć byłam wściekła, przełknęłam to z szacunkiem na granicy cierpliwości. Poszłam sobie na tę kawę sama, a później wróciłam do domu.

Ale w tym momencie kontakt się urwał. Ola przestała odpisywać na wiadomości, przestała odpowiadać na telefony i SMS-y, usunęła też konto na Wattpadzie. Nie umiałam się z nią nijak porozumieć. Zostawiałam jej miliony pytań, nawet martwiłam się, że coś się stało.

Gdzie przepadła, nie wiem. Nie mam możliwości kontaktu z nią poza pojechaniem wielu km do jej rodzinnego miasta, na co nie umiem się zdobyć. Dziwnie mnie przed tym krokiem coś wewnątrz blokuje.

Nie rozumiem, co się stało.
Msciwoj82 Odpowiedz

Może było jej tak strasznie głupio że nie przyjechała
Może ma jakiś problem fizyczny o którym nie mówiła i chorobliwie się go wstydzi, np. otyłość albo niepełnosprawność
Może skłamała na temat wieku, ma 13 lat - albo 93?

Owsiankozerca Odpowiedz

Ukradła twoją książkę i wyda ją pod swoim nazwiskiem.
Jest facetem i mu się nie spodobałaś.
Jest lesbijką i stchórzyła.
Chciała urwać kontakt już wcześniej, ale nie wiedziała jak.
Wybierz któryś powód i poszukaj innych znajomych.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#J2hgq

Moje wyznanie kieruję do wszystkich osób, które znalazły się w swoim życiu na rozdrożu i czują się zagubione.

Niecałe dwa lata temu zostawił mnie mąż. Tak o, z dnia na dzień, doszedł do wniosku, że już mnie nie kocha. Za to pokochał młodszą o 15 lat Elizkę. No cóż, nie miałam zamiaru go błagać i pozwoliłam odejść. Wyprowadził się po trzech dniach, a rozwód zakończył się po jednej rozprawie – szybko przyszło, szybko poszło.

Byłam załamana. Cały świat stracił dla mnie barwy. Pracowałam na etacie w korporacji, a praca ta wcale nie napawała mnie radością. Nie mieliśmy dzieci ani nawet psa, więc czułam się samotna jak palec. Mój były mąż za to cieszył się życiem i planował RODZINĘ z nową dziewczyną. Wyobraźcie sobie, że po trzech miesiącach znajomości laska zaszła w ciążę. Robert nie potrafił zdecydować się na dziecko ze mną, bo widział w tym szereg przeszkód, ale z 25-letnią Elizką zrobił dzidziusia bez wahania. Byłam w szoku, a jednocześni w głębokiej depresji.

Dziękuję losowi za to, że mam wspaniałą rodzinę w postaci kochającej mamy i siostry. One mieszkają w innym mieście, jakieś 200 km od Warszawy, ale gdy tylko usłyszały o zaistniałej sytuacji, przyjechały by wziąć mnie „w karby”. Tak mnie przemaglowały, że rzuciłam robotę, zaczęłam o siebie dbać i zapisałam się na wymarzone lekcje pianina. Poświęciłam sobie sporo czasu, by wyjść na prostą. Po pół roku byłam w o wiele lepszej formie i postanowiłam zrobić to, do czego przymierzałam się całe życie – otworzyć swój salon masażu.

Nie uwierzycie, ale los mi mocno sprzyjał, wszystko, dosłownie wszystko się udało. Dzisiaj mam swój salon, który bardzo dobrze prosperuje i śmiem wierzyć, że lada moment będę zarabiać więcej niż w poprzedniej pracy. Co najlepsze, Elizka urodziła mojemu byłemu mężowi dziecko i okazało się, że… to NIE JEGO. Czaicie? Strasznie mu współczuję i jestem w stanie zawsze wyciągnąć do niego pomocną dłoń, ale nie potrafię ukrywać tego, że te zdarzenia wywołują we mnie jakiś chory rodzaj satysfakcji. My, kobiety, lubimy się mścić, choć nie każda się do tego przyzna.

W każdym razie jestem dzisiaj w pełni sił witalnych, czuję się naprawdę dobrze, realizuję swoje pasje, mam ukochany salon, wspaniałą rodzinę, przyjaciół, dużo czasu dla siebie – na przyjemności, sport i dbanie o urodę, a do tego wszystkiego mam nawet słodkiego kociaka do przytulania. A miłość? Cóż, przychodzi zawsze, gdy się jej najmniej spodziewamy, wszystko przede mną.

A więc gdy jesteś w beznadziejnej sytuacji, zamiast użalać się nad sobą, pomyśl, czego naprawdę chcesz od życia. Jeśli znajdziesz choćby jedną taką rzecz, wejdziesz na drogę do światła – bo najważniejsze, to mieć cel, on pomoże Ci dowiedzieć się dokąd idziesz w swoim życiu.
Simonini Odpowiedz

Dajcie se siana z tymi apelami i mowami motywacyjnymi na koniec wyznania

TrelemoreleKickibele Odpowiedz

Depresja nie jest użalaniem się nad sobą tylko poważną chorobą którą trzeba leczyć.

Zobacz więcej komentarzy (4)

#nye8h

Będąc kelnerem i obsługując stolik pewnej rodziny, wylałem całe piwo... na ich 3-miesięcznego bąbelka.
Hermijon Odpowiedz

I was to śmieszy? Stwierdzam, że naprawdę siedzą tu w większości 12 latki. 3 miesięczne niemowlę mogło się zakrztusić, udusić i otruć tym piwem jeżeli wylało się mu na twarz. Doprawdy śmieszne.

Odpowiedzi (9)
Niezywa Odpowiedz

Nigdy przenigdy nie stawiaj z tacką pełnym napoi nad dzieckiem a co dopiero takim małym. Lepiej odłożyć na stolik obok i zanosić.

Zobacz więcej komentarzy (7)

#tpLNM

Moi rodzice postanowili kupić mi większe dwuosobowe łóżko, a moje poprzednie jednoosobowe po prostu komuś oddać. Było zadbane, do lekkiego wyprania, różowe i w ogóle strasznie "dziewczyńskie". Do dziś je wspominam.

W naszym bloku mieszka rodzina z trójką dzieci, w tym dwie dziewczynki. Nie można powiedzieć o nich patologia, ale idealną rodziną też nie są. No ale wiedzieliśmy, że im się nie przelewa i ojciec postanowił, że pójdzie piętro wyżej i zapyta, czy łóżko może chcą. Chcieli. Z ochotą wzięli! Łóżko miałoby być dla najstarszej dziewczynki, widziałam jej szczęście na buzi. I tak historia mogłaby się zakończyć, gdyby nie to, co wydarzyło się kilkanaście dni później.

Rodzice tych dziewczynek wnosili MOJE łóżko do bloku obok. Jak się dowiedziała potem moja mama, łóżko zostało sprzedane za dwie stówy....

Tak się wychodzi na pomocy "biedniej rodzinie".
Achnoniewiem Odpowiedz

Z drugiej strony przecież też mogliście sprzedać to łóżko. Jesli już oddaliście to to sprawa obdarowanego, co z nim dalej zrobi, może 2 stówy były im bardziej potrzebne niż stary mebel, może dostali akurat inny w podobym czasie, może jednak coś im nie odpowiadało w tym łóżku. Trochę to brzmi, jak oczekiwanie wdzięcznosci...

Odpowiedzi (8)
LeelaTuranga Odpowiedz

Jak biedowałam i dostawałam prezenty z górnej półki też w głowie przeliczałam to na kasę i często wychodziło, że więcej bym zyskała sprzedając tę rzecz i kupując odpowiednik w rozsądnej cenie lub obywając się bez tej rzeczy. Nie sprzedawałam ich tylko ze dlatego, żeby nie zranić uczuć darczyńców. Jedyny prezent jaki chciałam zachować dla siebie to była lalka barbie - miałam 7 lat. Niestety akurat TĘ lalkę musiałam oddać, żeby siostra się cieszyła. Żeby nie było, ona też dostała lalkę tej samej klasy, tylko jej była brunetką, a moja blondynką...

Ogólnie przekazywanie takich darów (nie mówię, że tak było w Twoim przypadku, może dziewczyna potrzebowała nowego łóżka) czasem bywa tak, jakbyście bezdomnemu dali narty, żeby sobie mógł szusować w Aspen...

Zobacz więcej komentarzy (7)

#eotc0

Kiedy miałam może z 10 lat, w naszej wiosce bardzo często były przerwy w dostawie prądu i wody w domu. I właśnie w taki dzień zostałam w domu sama ze starszą siostrą.

Ona przy świeczce uczyła się kuchni. Ja miałam swoją świeczkę i z nudów poszłam do pokoju, w którym na samym środku pokoju stała lampa z abażurem i frędzelkami na dole, bardzo modna w tamtym czasie. Przechodząc obok tej lampy pomyślałam "a co by było, gdyby"... No i podeszłam z tą świeczką do tych frędzelków, przyłożyłam płomień i wiadomo, sprawy potoczyły się bardzo szybko. Lampa zaczęła płonąć, a ja oczywiście zamiast wołać pomocy, to poleciałam po wodę (której praktycznie nie było) i nalałam sobie ledwo kubek. Wpadam do pokoju, leję na ten abażur i nic! No to dalej po następny kubek, i tak kilka razy.

Na całe szczęście tata zdążył wrócić do domu. Wszedł na korytarz i patrzy, a tam przez szklane drzwi "świeci się" abażur. Wpadł do pokoju, szybko wyciągnął lampę na dwór i ugasił ją w końcu.

Oczywiście ochrzan był nieziemski, ale ja do dnia dzisiejszego wszystkim mówię, że to przez przypadek, a nie z myślą: "a co by było, gdyby"...
tramwajowe Odpowiedz

Przypomniało mi sie jak ja omal starej drewnianej chałupy nie spaliłem. Po 30 latach to mnie tak przeraża że nawet nie dam rady tego tu opisać. Cud nas uratował, bo na logikę to nie ma wytłumaczenia.

Odpowiedzi (4)
Niezywa Odpowiedz

Zabawa z ogniem żadnemu dzieciakowi na plus nie wyszła.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#f8D5W

Miesiąc temu zmarła moja mama. Nagle, niespodziewanie, pękł krwiak i koniec, nic nie dało się zrobić. Przeżycie okropne, ciężko się nam pozbierać, ale dziś zdarzyło się coś, co dało mi nadzieję.

Jechałam na zakupy ruchliwą drogą z sygnalizacją świetlną. Stanęłam na światłach, czekam na zielone, doczekałam się. Zielone, wciskam gaz, a samochód nie chce ruszyć. Zdziwiłam się, bo auto na pewno sprawne, mąż mechanik niedawno wszystko sprawdzał i auto chodziło jak igła. No trudno, cisnę znowu - dalej nic, nie ruszam.

Nagle przed nosem zauważyłam rozpędzonego tira, który przejechał na czerwonym świetle... Ja w szoku. Nie powiem, roztrzęsłam się, bo gdybym wjechała na krzyżówkę, to pewnie bym tego nie przeżyła. Po chwili odpalam auto i... bez problemu ruszam.

Mówcie co chcecie, ale ja naprawdę wierzę, że moja mama dalej nade mną czuwa.
Qzin Odpowiedz

Wiecie dlaczego wszystkie wyznania są, że przez takie opóźnienie się udało uniknąć tragedii? Bo osoby którym zgasł silnik i przez to wjechały chwilę później pod tira i zginęły nie są w stanie opowiedzieć swojej historii. Takie sytuacje występują po równi często zarówno z tragedią jak i z szczęściem.

Kacperoo Odpowiedz

Wow aż mnie ciary przeszły

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#XKsuL

We wsi, w której mieszkam, było kilka osób w moim wieku, w tym dziewczyny, które czas wolny zwykle spędzały na przystanku autobusowym. Nie uczyły się, rozmowa z nimi mogła się odbyć tylko na tematy związane z ciuchami i facetami. Nie były też urodziwe. Dwie z nich wyszły za ogarniętych życiowo i niebiednych facetów. Jedna za programistę, druga za właściciela restauracji. Obecnie siedzą w ładnych domach i na FB piszą posty z błędami ortograficznymi, dotyczące męczeńskiej pracy wykonywanej przez matki polki.

Nie byłem w żadnej z nich zauroczony, nie jestem gejem itd. Po prostu nie rozumiem, co kieruje gośćmi, którzy mając potencjał wybierają sobie kogoś, z kim nie ma tematu do rozmowy, żeby iść z nim przez życie.
PrzezSamoH Odpowiedz

Nikt nie wybiera sobie partnera, który mu nie odpowiada. Obie dziewczyny musiały mieć coś, czym przyciągnęły tych facetów i zauroczyły na tyle, że doszło do ślubu.

Odpowiedzi (9)
GrumpyMule Odpowiedz

Jezeli priorytetem dla tych mezczyzn bylo posiadanie rodziny, to nie taki glupi pomysl. Oni moga skoncentrowac sie na robieniu kariery, zony na dbaniu o dom i dzieci. Nie dla kazdego rozmowa jest tak wazna... Osobiscie uklad nie dla mnie, ale kazdy robi jak mu wygodnie.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (17)
Dodaj anonimowe wyznanie