#wtR8r

Gdy chodziłem do technikum, byłem członkiem bardzo rozbrykanej klasy. Na każdej lekcji totalna rozpierducha. Działo się wszystko. Ktoś tam gra w karty, inni w państwa-miasta, jeszcze inni głośno gadają... i tak sobie lekcje mijały.

Pewnego dnia na lekcji religii (gdzie, nawiasem mówiąc, zawsze był największy rozpierdziel) nie wiem, co mnie i połowę klasy natchnęło, aby tym razem posłuchać, co tam księżulek ma do powiedzenia. Ksiądz troszeczkę się denerwował na tę drugą połowę, która jak co dzień robiła swoje, ale mimo to zachowywał charakterystyczny dla niego stoicki spokój. Z czasem jednak widać było po nim, że coraz bardziej go irytują...

W ostatniej ławce siedziała szkolna parka. Podrywacz zaczepiał pannę, aż w końcu na cały głos krzyknęła: „KUR*A!”. Oczywiście jak to bywa w takich momentach, w klasie nastała cisza. Wiecie co na to księżulek? Nie zdenerwował się, nie krzyknął. Powiedział tylko ze spokojem: „Ksiądz Krzysztof, miło mi”.

#TzDKr

Moi dziadkowie są normalnym, zwykłym małżeństwem z długim stażem. Wiadomo, zdarzają się kłótnie, ale na ogół jest w porządku, choć jakiejś wielkiej miłości u nich nie widać.

Ostatnio moja babcia miała mieć zabieg oka z powodu zaćmy. Pojechałam razem z dziadkami do szpitala. No i wszystko było OK, póki babcia nie poszła do sali...

Dziadek przez kilka godzin czekał na nią, przytulając do siebie jej torebkę. Martwił się przez cały czas i dopiero wtedy zauważyłam, jak on ją bardzo kocha.

Dopiero po tym, jak zauważył ją uśmiechniętą, obgadującą pewnie już cały szpital, uśmiechnął się i zgodził wrócić do domu.

#kVV5n

Jestem nadgorliwym filologiem, który ma cholernie zrytą banię na punkcie czystości języka polskiego. Do tego stopnia jestem przewrażliwiony, że ta obsesja potrafi zepsuć relację z najbliższymi.
Wczoraj moja dziewczyna, po raz pierwszy od początku naszego związku, napisała mi długiego, erotycznego SMS-a z bardzo szczegółowym opisem jej sypialnianych pragnień. Nie ukrywam – już w połowie czytania tych sprośności nagrzany byłem niczym skórzane fotele w moim Passacie. Pod koniec tej lektury klimat prysł. Moja ukochana popełniła wielce rażący błąd ortograficzny. W kompulsywnym odruchu, zamiast podłapać grę i odpowiedzieć równie gorącą wiadomością, napisałem coś w stylu: „Bardzo ładnie, ale »ssać« piszemy przez »ć«, a nie przez »dź«, kochanie”...
Obraziła się i od wczoraj nie odbiera moich telefonów. Dobrze mi tak. W pełni na taki los zasłużyłem...
szarymysz Odpowiedz

Naprawdę nie mogłeś jej o tym powiedzieć dopiero PO spełnieniu jej pragnień?!

#74zqI

Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad zmianą kierunku albo całkowitym rzuceniem studiów. I nie wynika to wcale z faktu, że wybrałam zły kierunek czy nie widzę się jednak w tym zawodzie. Chodzi o podejście moich wykładowców. Albo raczej wykładowczyń, bo to one stanowię tu źródło problemu. Studiuję pedagogikę wczesnoszkolną, uwielbiam pracę z dziećmi, nie odstraszają mnie nawet kiepskie zarobki, problem jest zupełnie inny – nie mogę znieść komentarzy i podejścia niektórych prowadzących. 

Ich zdaniem, skoro chcesz pracować z dziećmi, to na pewno nie możesz już doczekać się swoich. To irytujące na co drugich zajęciach wysłuchiwać o tym, że urlop dziekański to takie cudowne rozwiązanie i nie powinnyśmy się martwić studiami, bo przecież jesteśmy w idealnym wieku do rodzenia dzieci. Zegar biologiczny tyka.
Na porządku dziennym są też sugestie, że powinnyśmy się ubierać bardziej kobieco, ogólnie podkreślać nasze sylwetki, szczególnie biodra. Dlaczego? Bo szerokie biodra oznaczają płodność, a każdy facet myśli jedynie o przekazaniu swoich genów dalej, szuka więc kobiety, która może mu dać jak najwięcej potomstwa. Dodatkowo nie powinnyśmy wiązać się z facetem poniżej 1,80 wzrostu, bo tacy to mają mniej testosteronu i mniejsza szansa, że spłodzą zdrowe, silne dziecko.

Ostatnio dostałyśmy na zajęciach taką niby psychozabawę, test, czym przede wszystkim kierujemy się w naszych związkach. Pytania brzmiały m.in. „Czy kiedy jesteście razem, czujesz, jakby między wami dochodziło do reakcji chemicznej?” albo „Czy byłabyś gotowa poświęcić dla niego swoją karierę zawodową?”.
Na uwagę, że może nie każda z nas jest w związku, pani profesor wielce się oburzyła, bo jak to mieć ponad 20 lat i nie być w trwałym związku? Ona jest w ogóle zaszokowana, że żadna z nas nie jest jeszcze mężatką! Przecież 2 lata związku i natychmiast na ślubny kobierzec, inaczej facet nie traktuje nas poważnie! A jeżeli ktoś woli żyć na kocią łapę, to wyrządza tym samym krzywdę dziecku, które będzie odstawać od rówieśników wychowanych w normalnych domach!

Nie wiem, co mam o tym myśleć. Inne dziewczyny po prostu nabijają się z tych poglądów, ignorują uwagi, ewentualnie jest kilka takich, które w pełni się zgadzają i już nie mogą doczekać się macierzyństwa. I jestem jeszcze ja. Wiem, że z powodów zdrowotnych nigdy nie będę mogła mieć dzieci. Mój jedyny związek opierał się na biciu i zastraszaniu. Do tej pory nie umiem nawiązać relacji z mężczyznami. Nikt na uczelni o tym nie wie, a ja tylko utwierdzam się w przekonaniu, że nigdy nie będę uznawana za wartościowego członka społeczeństwa.

PS Studiuję na publicznej, świeckiej uczelni.
Alflen Odpowiedz

A my wszyscy myśleliśmy że chodzi o Katolicki Uniwersytet Lubelski.

Zobacz więcej komentarzy (1)

#CPn6u

Kiedy dostałam pierwszej miesiączki, mój tata opublikował na Facebooku post „Nasza córusia stała się kobietką”. Nie widział w tym nic dziwnego i nie rozumiał, dlaczego byłam na niego zła. Przecież to taki ważny moment i wszyscy muszą o tym wiedzieć...
Quakie Odpowiedz

Jak będzie miał sraczkę, opublikuj post "Dzisiaj tatuś źle się czuje. Został w domu z kibelkiem" i zapytaj się go czy jest zadowolony z tego powodu 😊

Zobacz więcej komentarzy (2)
Dodaj anonimowe wyznanie