Od zawsze się dobrze uczyłam, starałam się być uprzejma i dobra dla ludzi, zarażać optymizmem.
Dlatego nigdy nie schodził mi uśmiech z twarzy.
Właśnie...
Ostatnio dowiedziałam się, że jestem niewychowaną bezbożnicą oraz córką Belzebuba, ponieważ, UWAGA, uśmiechałam się na lekcji.
Dostałam uwagę.
Rodzice porozmawiali z tą kobietą jeszcze tego samego dnia.
Z moim przyjacielem znamy się od 3 lat, robimy razem dosłownie wszystko, oboje mamy 17 lat. On ma dziewczynę, ja mam chłopaka. Nasza relacja zawsze miała w sobie sporo flirtu, ale raczej żartobliwego, chociaż czasem mam wrażenie, że to przestaje być żart. Oboje wyznajemy zasadę "najszczersze rzeczy mówi się w żartach". Na samym początku naszej znajomości nawet podobał mi się przez moment, ale to szybki minęło. Wróciło dziś, kiedy pierwszy raz przytulił mnie. Uderzyło dwa razy mocniej. Czuję się z tym paskudnie, bo naprawdę kocham mojego chłopaka, szanuje, że mój przyjaciel ma dziewczynę. Po prostu mam wrażenie, że żarty przestają nimi być, boję się, że pójdzie to w złym kierunku
Jakiś czas temu zacząłem gorzej oddychać. Jedna dziura w nosie po prostu przestała wpuszczać i wypuszczać powietrze. Na początku jakieś okłady, krople do nosa itd. Nic nie pomagało. Poszedłem do lekarza. Skierowanie do laryngologa. Krzywa przegroda. Operacja. Czas oczekiwania ponad rok... Ok. Czekam. Ostatnio w pracy coś zaczęło mnie swędzieć w nosie. Nikt nie patrzył. Palec w nos i jazda... W pewnym momencie poczułem coś twardego. Szarpnąłem. Zaczęło iść. Wyciągnąłem z nosa największego gluta z jakimiś skrzepami jaki istniał chyba na świecie. Kilka kropel krwi z nosa i.... Zacząłem normalnie oddychać. Od tamtej pory minęło ze 3 miesiące i oddycham normalnie...
Pragnienie dziecka zżera mnie żywcem.
Z narzeczonym (jesteśmy ze sobą od 6 lat) od roku wiemy, że jesteśmy na nie gotowi emocjonalnie. Natomiast w momencie, kiedy myśleliśmy, że jest stabilnie, w mojej firmie usunięto całe działy. W tym mój.
Stwierdziliśmy wtedy, że do pełni szczęścia brakuje nam doświadczenia życia za granicą, więc wyjechaliśmy. Suma summarum stwierdziliśmy, że to nie dla nas. Tęsknimy za rodziną, kulturą, naszym mieszkaniem. Planujemy wrócić do Polski po ślubie. Jako że ceremonia nigdy nie był dla nas priorytetem w związku, mamy zarezerwowaną salę na lato 2027, na 7mą rocznicę związku.
Natomiast od pół roku oboje nie możemy przestać myśleć o wróceniu do domu wcześniej i powiększeniu rodziny. No w życiu nie wiedziałam, że można czegoś pragnąć aż tak...szalenie.
Czysto teoretycznie pracę w Polsce narzeczony znajdzie bez problemu, a mi się macierzyński należy z kraju, w ktorym obecnie jesteśmy (ok 4.5zł miesięcznie netto). Mieszkanko mamy spore, 70m2
Jedyne, co nas jeszcze powstrzymuje, to koszty ślubu, które jeszcze nas czekają i zachcianka wymiany mebli i AGD w polskim mieszkaniu.
Ale z drugiej strony, z tego co słyszałam, to nigdy nie jest tak, że jest się w pełni gotowym. A emocjonalnie oboje nie możemy się doczekać, przegadaliśmy obowiązki po ciąży, dzielenie się obowiązkami przez 1 rok, plan awaryjny w przypadku depresji poporodowej, sposób wychowywania dziecka. Zgadzamy się we wszystkim. Wiem, że będziemy dobrymi rodzicami.
Co byście zrobiły na moim miejscu? Czysto analitycznie logicznym jest, że najlepiej byłoby iść standardową ścieżką ślub - remont - dziecko.
I taki był plan. Z tym, że nie wiem, co się z nami dzieje. Oboje nie możemy przestać myśleć o tym, jak bardzo chcemy tego małego szkraba, ktory nawet jeszcze nie istnieje.
Mam takiego znajomego z poprzedniej pracy, który któregoś dnia oznajmił, że jego narzeczona jest w ciąży. Po gratulacjach pogadaliśmy sobie i okazało się, że na pewnym etapie obydwoje stwierdzili,.że chcą i jak tylko to stwierdzili, to zaczęli się starać. Kiedy zaszła w ciążę, ona była na okresie próbnym, który miał się skończyc jeszcze w czasie trwania ciąży (roczny okres próbny). Termin porodu przypadał blisko ich zaplanowanego terminu ślubu. Mimo to w pełni świadomie zdecydowali się na dziecko. Ślub przesunęli na dwa miesiące później, w pracy dali jej podwyżkę i przedłużyli umowę mimo wszystko. Kolega stwierdził, że on przede wszystkim chce mieć rodzinę, a jak będzie trzeba, to pójdzie fizycznie gdzieś robić, zawsze sobie jakoś poradzą. I uważam, ze bardzo mądrze ustawił priorytety. Dobrego momentu na dziecko faktycznie nie ma nigdy, a nigdy nie wiesz czy za rok się nie dowiesz, że masz przedwczesna menopauzę albo jakiś inny losowy wypadek sprawi, że już nie będziecie mogli mieć dzieci. Nie czekalabym na Waszym miejscu
Raz po kolejnej z rzędu nieodespanej nocnej zmianie grałem na pogrzebie. Byłem tak zmęczony, że zamiast „Anielskiego orszaku” zagrałem marsz weselny Mendelssohna, zorientowałem się w trakcie grania...
Na szczęście rodzina zmarłego była bardzo wierząca i uznała to za zamierzone, że niby radość z pójścia do nieba.
Jestem z moją dziewczyną w związku już 5 lat, obecnie mamy po 23 lata. Wydawałoby się, że pasujemy do siebie idealnie, natomiast jest inaczej. Problem leży w sferze życia, którą mało osób chce poruszać. Chodzi o sypialnię. Moje zapotrzebowanie jest duże, a przynajmniej tak sądzę, sugerując się jej zdaniem na ten temat. Ja mógłbym codziennie, natomiast jej wystarcza raz w tygodniu, a w dodatku „coś” się dzieje dopiero po mojej inicjacji. Nie wiem, jak dla innych, ale dla mnie to ważna sfera życia, jeśli ma być to osoba, z którą spędzę resztę żywota. Z początku myślałem, że organizmy są różne, jesteśmy młodzi itp., ale przez te pięć lat ani u mnie, ani u niej nic w tej kwestii się nie zmieniło.
Kiedy byłam na studiach, napisała do mnie moja była nauczycielka z liceum i zaproponowała trójkąt z nią i jej mężem. Byłam w szoku i całe dobre wrażenie, jakie po sobie zostawiła, znikło.
Moja przyjaciółka jest fanatyczką astrologii. Nie ma dnia, żeby nie mówiła o znakach zodiaku, horoskopach i o tym, jak wielki wpływ mają na nas gwiazdy.
Na początku myślałam, że to takie nieszkodliwe, nawet urocze dziwactwo, ale powoli widzę, że to bardziej obsesja. Codziennie prosi mnie, żebym podała jej dokładny czas i miejsce swojego urodzenia, żeby mogła obliczyć mój ascendant (WTF?), dzięki któremu dowiem się przyczyn wszystkich moich problemów.
Pierwsze, o co pyta, poznając kogoś nowego, jest zawsze znak zodiaku.
Ostatnio trochę narzekała, że czuje się samotna, więc postanowiłam poznać ją z moim dobrym kolegą, a nuż coś zaiskrzy. Kolega bardzo miły, ułożony, przystojny i zabawny. Ale nie. Ona się z nim nie umówi, bo Strzelce nie potrafią być wierne. Już naprawdę nie mam do niej siły.
Podczas mojego biegania o świcie po lesie za moim miastem najbardziej lubię moment, kiedy zrzucam z siebie ubranie i zostaję tylko w butach i skarpetach. To bardzo przyjemne uczucie, kiedy poranne chłodne powietrze oplata moje nagie ciało. Nawet nie przeszkadza mi wtedy dyndający między nogami interes. Podczas biegania spotykam tylko mieszkańców lasu i nie słyszałem, żeby się na mnie skarżyli. Polecam każdemu.
To już kiedyś było i wniosek był jednoznaczny - nikt by się na to nie odważył poza pisaniem oczywiście. Osób biegających bardzo wcześnie jest sporo , a przecież zdarzają się też sytuacje nieprzewidziane. Na przykład grupa maturzystek wracajaca z nocnej imprezy albo Kolejarz z nocnej zmiany.
Raz jeden jedyny w życiu założyłam konto na portalu randkowym. Byłam już kilka lat po trudnym rozwodzie z alkoholikiem i przemocowcem. Otrząsnęłam się z traumy i postanowiłam jakoś poukładać to moje życie. Na randkę przyszedł... mój eks. Kłamał w opowieściach o sobie tak, że nie zorientowałam się, że to on. Jakieś brednie typu platformy wiertnicze, zagraniczne kontrakty itp. No i jawił się w nich jako kawaler, który przez pracę nigdy nie założył rodziny.
Musielibyście widzieć jego minę, gdy mnie zobaczył... Ten „inżynier, z duszą anioła i olbrzymim sercem” wygląda teraz jak menel (przepraszam za wyrażenie).