Moja ciotka, kiedy była dzieckiem, lubiła opiekować się zwierzętami wiejskimi. Czyściła klatki królikom, chodziła po jajka do kurnika, karmiła świnie, zajmowała się końmi. Dzisiaj mieszka w mieście i jest typową nowobogacką snobką, co nazbierała na prawdziwą torebkę Chanel, więc stawia siebie wyżej niż jakichś innych ludzi. Gdy przeglądam stare rodzinne zdjęcia, aż chce mi się śmiać z jej „przemiany”.
Może i wygląda „drogo”, ale też bardzo tandetnie: powiększone usta, botoks, tlenione włosy, mocny makijaż i czerwone sztuczne paznokcie. Kiedy zacznie się wypowiadać, czar bogactwa pryska, aż słoma jej z tych jej Louboutinów wystaje. Cała jej postać strasznie mnie śmieszy.
Przy okazji ferii pojechałam na kilka dni do ciotki do Warszawy i oczywiście prawie od razu zaczęła się przechwalać. „Powodzi mi się w życiu, nie zaprzeczę tego. Na tej Koziej Wólce to bym nic nie osiągła. A tak to przynajmniej se auto kupiłam porządne, bajeranckie i wogle szpanerskie. O, tam stoi na parkingu, te porsche”.
Dzięki takim ludziom rośnie mi ego. Jak to mówią, czasami jest tak, że człowiek ze wsi wyjdzie, ale wieś z człowieka nigdy.
Studiuję matematykę, a do tej pory mam problem z tabliczką mnożenia.
Leżę sobie spokojnie w łóżku, chłopak przegląda telefon. Nagle bez słowa wstaje, podnosi mnie, niesie do łazienki i stawia na ziemi. Zdejmuje mi majtki, a następnie sadza na kiblu nadal siedząc cicho. Zrobiłam siku, a ten się zaczął cieszyć.
O co chodziło?
Naczytał się jakichś artykułów o sile perswazji czy czegoś takiego i się cieszył, że może mną sterować :D
Zawsze byłam dobra z języka polskiego. Napisałam świetnie maturę, ustna też poszła mi bardzo dobrze, co roku kończyłam z szóstką z tego przedmiotu. Wszystkie sprawdziany z lektur, rozprawki na ich temat pisałam bezbłędnie.
Moi znajomi zawsze mówili mi coś w stylu „Że ci się chce te cegły czytać...”.
Prawda jest taka, moi mili, że nigdy w życiu nie przeczytałam żadnej szkolnej lektury.
Po prostu były dla mnie okropnie nudne. Do perfekcji opanowałam wnikliwe czytanie streszczeń i opisów postaci.
Tak więc nie wiem, czy to powód do dumy czy wstydu, ale powiem wam jedno – da się!
W przedszkolu moja wychowawczyni była wredną małpą i nikt jej nie lubił. Potrafiła szarpać dzieci nawet jak nic nie zrobiły. W mojej małej głowie narodził się plan zemsty, więc podzieliłam się nim z najlepszym kolegą.
Kiedy pani była zajęta porządkowaniem biurka, kolega wszedł pod biurko i zawiązał jej sznurówki, łącząc jej buty. Ja miałam za zadanie ją sprowokować, aby wstała. No i wstała... ale na krótko, bo po chwili oglądała dywan z bliska.
Nie ma puenty, a pani dalej była wredna.
Studiuję w jednym z większych polskich miast. Owo miasto znajduje się ponad 100 km od mojej rodzimej miejscowości, więc zmuszony jestem dojeżdżać. Akurat w tym semestrze trafił mi się super ułożony plan, który pozwala mi jeździć w poniedziałek rano.
Od jakiegoś czasu po drodze wsiada pewna dziewczyna, która zawsze siada obok mnie, za każdym razem.
Był poniedziałek, godzina poranna, jako że miałem parę rzeczy do zrobienia na studia, nie udało mi się złapać nawet chwili, by oddać się w objęcia Morfeusza i wypocząć. Wszystko wyglądało jak co tydzień, w końcu wsiadła i ona. Jak zwykle nienagannie ubrana, uśmiechnięta, jak co tydzień usiadła obok mnie. Tyle pamiętam. Usnąłem, wtulając się w jej rękę i opierając głowę na ramieniu. Gdy się obudziłem, zauważyłem, że całkiem daleko już zajechałem, rozejrzałem się wokół i zrozumiałem, że usnąłem na niej. Przeprosiłem i spytałem, czy nie narobiłem jej kłopotu, rozglądając się obok zauważyłem, że przejechała swój przystanek. Zapytałem o to, na co ona swoim anielskim głosem odpowiedziała ''tak, ale spałeś tak słodko, że nie chciałam ciebie budzić''. Speszyło mnie to co powiedziała, a ona gdy zrozumiała co powiedziała uciekła i wysiadła w w szczerym polu. Po prostu uciekła.
Nie mogę już doczekać się następnego spotkania :)
Czekałam razem z koleżanką na autobus powrotny do domu. Godziny szczytu, na przystanku ludzi multum, no i oni. Dwaj panowie dresiarze. Czekają cierpliwie, głośno dyskutując i nie przebierając w słownictwie.
W końcu nadjeżdża autobus i drzwi otwierają się tuż przed panami. Jeden już chciał wejść, ale drugi odepchnął go ręką i rzucił: "Trochę kultury, kurwa! Kobiety przodem". Wskazał gestem zapraszającym do autobusu na mnie i koleżankę, a do kolegi jeszcze dodał "Patrz kurwa, chuju, jaki ze mnie dżentelmen".
Więcej takich mężczyzn :)
Po ciężkim dniu leżeliśmy sobie w wannie z moją narzeczoną. Świeczki, muzyczka, olejki, ciepła woda, relaks. Trzymałem ją w ramionach i... usnęła. To była jedna z najmilszych rzeczy, jaka mi się ostatnio przytrafiła.
Po chwili przestało być różowo, w momencie, w którym siknęła przez sen do wanny.
Sytuacja sprzed kilku dni. Wracam do domu wpół do jedenastej, myję się, kładę do łóżka. Gaszę światło i czekam na Morfeusza.
Po około 20 minutach słyszę w moim pokoju jakiś hałas (zawsze śpię odwrócony głową do ściany). Siadam na łóżku, zapalam światło, i kiedy wzrok przyzwyczaja już mi się do ciemności, zauważam mojego starszego brata, który stoi na środku mojego pokoju i z miną świadczącą o tym, iż jego mózg pracuje właśnie na najwyższych obrotach, stuka w telefon.
Przecieram oczy i mówię:
- Adam, co ty tu, kurde, robisz?
On powoli odwraca na mnie wzrok. W jego oczach palą się iskierki podniecenia, jakby właśnie wygrał na loterii. Powoli na ustach pojawia się banan.
- Zł... zł... złapałem Squirtla.
Padłem :D
Moja babcia jest moją największą przyjaciółką. Odwiedzam ją co najmniej trzy razy w tygodniu, gdy mam okienka między lekcjami (od mojego liceum to 10 minut drogi).
W pewien zimowy wtorek nie miałem dwóch pierwszych lekcji, więc bez zastanowienia poszedłem do babci. Było coś koło 8:20, babcia zazwyczaj o tej godzinie już nie spała, ale tym razem nie otworzyła mi, gdy zapukałem do drzwi. Na szczęście mam dodatkowy klucz do jej mieszkania, więc po cichu, aby nie obudzić babci, wszedłem do środka. W moje nozdrza uderzył ostry i bardzo wyrazisty zapach gazu. Przerażony szybko zasłoniłem nos bluzą. Usłyszałem charakterystyczne syczenie gazówki. Wbiegłem do kuchni i zakręciłem wszystkie kurki, by ze łzami w oczach pobiec do sypialni mojej babci.
Leżała nieruchomo na łóżku.
Powiedziałem ciche „nie...”, gdy nagle otworzyła oczy, podniosła się i przecierając oko powiedziała: „Wstawiłam już wodę na herbatę, mógłbyś się sam obsłużyć”.
Wszystko skończyło się dobrze, babcia tłumaczyła, że chciała odpalić wszystkie palniki, żeby się szybciej nagrzało, ale zapomniała użyć zapałki. Chyba muszę częściej odwiedzać swoich dziadków.
Dodaj anonimowe wyznanie