Historia ze ślubu w pandemii.
Obowiązywało wówczas ograniczenie odnośnie do ilości osób w sali ślubów. Chcąc, aby wszyscy zaproszeni goście mogli w pełni uczestniczyć w uroczystości, poprosiłem kuzynkę, żeby będąc w lokalu, poprzez podłączony do TV laptop, połączyła się ze mną na zoomie i tak wyświetlała transmisję ślubu. Z „mojego końca” jeden z uczestników miał używać mojego telefonu (bo sam „nie umiał” lub nie chciał).
Próbowałem się połączyć z kuzynką na 10 minut przed ceremonią, ale ona się nie łączy, a próbę połączenia odrzuca albo nie odbiera. Tak samo inni domownicy. Trudno, nie przygotowałem back-upu, bo myślałem, że mam do czynienia z odpowiedzialną, dorosłą osobą, ale się przeliczyłem.
Postanowiłem to nagrać, żeby chociaż ludzie na sali mogli sobie później obejrzeć i na własne oczy zobaczyć, że taki ślub faktycznie miał miejsce. Włączyłem nagrywanie, gdy tylko kierownik USC wkroczyła na salę i oddałem telefon dosłownie minutę po czasie.
Ceremonia sobie trwa w najlepsze, od rozpoczęcia minęło już kilka minut, nagle odzywa się MÓJ telefon! (wiem, moja wina, nie wyłączyłem dźwięku. Tryb samolotowy nie wchodził w grę, bo miała być transmisja, ale już lepszy dźwięk wibracji niż dzwonka). Połączenie odrzucone, ale nagrywanie już i tak było zakłócone. No nic, nagrywa się dalej, ale nie może być tak dobrze, bo kolejna próba połączenia, kolejna i kolejna. Później zaczęły się SMS-y...
Przy ustalaniu szczegółów moja żonka nie chciała, żeby ślub był nagrywany, ale w rezultacie nikt, poza salą, całego ślubu nie zobaczył.
Później się tłumaczyła, że przecież miała być transmisja, a pokój (czy jak to się na zoomie nazywa) zamknięty, to dzwoniła, ale ja nie odbierałem, więc dzwoniła znowu. Ciekawe, kur*a, dlaczego nie odbierałem? Może dlatego, że właśnie brałem ślub i akurat nie mogłem rozmawiać, ale mogę się mylić.
Podczas przyjęcia partner kuzynki zakłopotany zaproponował, że nam poskleja nagrania. Miło, że chociaż on zauważył jakiś problem z zachowaniem mojej kuzyneczki. Niestety, po przejrzeniu nagrań od gości i tego, co udało się nagrać, okazało się, że nie było nawet z czego wybierać: jakieś urywki, zdania przerwane w połowie, a do tego jedni kręcili pionowo, a inni poziomo....
Chociaż zdjęcia wyszły.
I tak dzięki kuzynce byłem wkur**ony podczas własnego ślubu i części wesela. Niby dorosła 20-paroletnia kobieta, a za grosz odpowiedzialności.
To było dwa lata temu, ale jeszcze mi do końca nie przeszło. Niech tylko mnie zaprosi na swój ślub. Ktoś wie, ile max budzików można ustawić na telefonie?
Usłyszałem, że moja siostra sama sobie dogadza u siebie w pokoju. Wziąłem psa na spacer, żeby nie brać biernego udziału w całym tym wydarzeniu.
Kiedy wróciłem do domu, wychodziła akurat ze swojego pokoju z moją szczoteczką elektryczną w dłoni.
Poszedłem do weterynarza uśpić mojego 17-letniego psa, mojego najlepszego przyjaciela, z którym spędziłem całe swoje życie.
Wizyta była umówiona wcześniej, ale kiedy weszliśmy do gabinetu, weterynarz uśmiechnął się i spytał wesoło „To jak? Zwykła kontrola, co?”.
Płakałem. Bardzo...
Jako dziecko uwielbiałam rysować. Rysowałam na każdym dostępnym kawałku papieru, od zeszytu poprzez chusteczki po ścinki tapet przy remoncie.
Inspiracją dla mnie były głównie dzieła sakralne ze względu na zainteresowania dziadków, u których spędzałam sporo czasu.
Wszystko było w porządku, dopóki rodzice nie urządzili rodzinnego grilla. Gości miało być sporo, dlatego zawczasu zaopatrzyli się w papierowe jednorazowe talerzyki.
Jakież było ich zdziwienie, gdy już-już mieli podawać na owych talerzykach grillowane kiełbaski, karkówkę i ziemniaczki, i okazało się, że każdy talerzyk, ale naprawdę *każdy* talerzyk, był ozdobiony sceną z życia Jezusa.
Głównie były to sceny pasyjne, przy czym samych ukrzyżowań było z pięć.
Będąc dzieckiem bałam się bajki Muminki. Piosenka rozpoczynająca bajkę budziła we mnie niepokój, postacie przerażały mnie swoimi wielkimi wyłupiastymi oczami, dziwnym wyglądem. Buka, Bobek, Paszczak.... i cała reszta tych dziwnych stworów. Same muminki również nie wyglądały mi na miłe, normalne. Wszystko jakieś takie odpychające.
Teraz jako 35-letnia kobieta przypomniałam sobie o mojej niechęci do tej bajki. Wczoraj postanowiłam obejrzeć jeden odcinek by przekonać się, czy faktycznie było się czego bać. Wnioski: Już na "dzień dobry" przy piosence rozpoczynającej bajkę wrócił niepokój z przed lat. Ta piosenka zadziałała na mnie psychodelicznie, melancholijnie.
Głos śpiewającego skojarzył mi się z pijanym panem, który ledwo co śpiewa. Jak na bajkę powinna to być weselsza piosenka. Sama fabuła bajki nie zachwyciła, była nudna, postacie brzydkie, wyłupiaste oczy, nic tam miłego radosnego co powinno być w bajce dla dzieci. Zamglony las, woda, potworki, klimaty trochę z horroru :)
Żeby nie było z innymi bajkami z dzieciństwa nie mam żadnego problemu. Smerfy, Maja, Krecik, Reksio i wiele innych, gdy lecą te bajki w tv, nawet teraz czasem obejrzę z przyjemnością, dla "odmóżdzenia".
Ps. Dziś w nocy po obejrzeniu tych " cudownych" Muminków miałam sen, w którym śniło mi się, że Paszczak z tymi wielkimi wyłupiastymi otwartymi oczami śpi obok mnie w łóżku... Obudziłam się mokra jak mysz rozglądając po pokoju czy na pewno go w nim nie ma...
Nigdy więcej nikt nie namówi mnie na obejrzenie tej bajki😅😏🙄
Stałam na poczcie, by wysłać list. Pan przede mną był iście podekscytowany tym, że pani w okienku taka zabawna, a ta dodatkowo dzwoniła z każdą informacją do szefowej. Przez to wszystko w końcu się znudziłam i zaczęłam wodzić po pomieszczeniu. Szczególnie w momencie, kiedy przy stoliku usiadła trzyosobowa rodzina. Mama, tata i córka, dziewczynka może miała 12 lat. Trzymając w dłoni kartkę, spojrzała na mamę i spytała: - To co mam napisać?
A kobieta na to:
- Cześć, babciu, nie chciałam ci wysyłać tej kartki, ale rodzice mnie zmusili.
Nie mogłam powstrzymać śmiechu, nawet teraz, kiedy tylko pomyślę o tym, jak wyglądał wyraz twarzy zakłopotanej córki :D
Zostałam poproszona przez pewną parę o bycie dawczynią komórek jajowych. Kiedy im odmówiłam, powiedzieli mi, że jestem okrutna i nie mam serca. Tą parą jest mój były i laska, z którą zdradzał mnie przez dwa lata.
Mam nadzieję, że to wyznanie wywoła raczej heheszki niż święte oburzenie.
Przez całe 12 lat szkoły przeczytałam tylko 2 lektury. Jedną w 3 klasie podstawówki, drugą jakoś w liceum.
To samo w sobie nie byłoby aż tak wstydliwe (myślę, że wielu naszych rodaków może "poszczycić się" podobnymi wynikami), gdyby nie jeden szczegół...
Poszłam na polonistykę.
Oczywiście wybrałam te studia z zamiarem specjalizowania się w językoznawstwie. Nie wyszło.
Od 2 lat jestem licencjatem, a od roku magistrem - literaturoznawstwa i teorii literatury.
Do tej pory nie wiem, jak do tego doszło.
Jestem właścicielem pizzerii. Ostatnio zatrudniłem nowego barmana. Od razu było po nim widać, że troszkę niekumaty, ale dałem mu szansę. Po 2 miesiącach pracy ktoś zadzwonił i zamówił pizzę na adres naszej pizzerii i podał nasz numer telefonu. Nie skapnął się i przekazał informację o pizzy kucharzowi. Dopiero kierowca się skapnął ;)
Ot, taka krótka historyjka z mej pizzerii :)
Gdy miałam jakieś 4-5 lat, babcia poprosiła mnie, abym poszła na dwór poszukać jej kotka (długo nie wracał do domu).
Poszłam, znalazłam, przyniosłam.
Mimo że był martwy.
Dodaj anonimowe wyznanie