Opiszę wam tu pewną historię.
Miałam psa, owczarka podhalańskiego. Jest to groźna rasa, musi być zamknięty w budzie bądź kojcu, bo może zagryźć nieznajomych. Ja z rodzicami nigdy nie byliśmy zwolennikami tego, by psy były pozamykane, więc z racji, że mieliśmy duże podwórko, ogrodzenie i domofon, pozwalaliśmy, by biegał sobie wolno. Mało tego, na bramie była tabliczka "Groźny pies".
Kiedy wracaliśmy z parapetówy z rodzicami, usłyszeliśmy okropne jęki i krzyki. Podeszliśmy bliżej i zobaczyliśmy drzwi wywalone z nawiasów i jakiegoś gościa, którego nogę gryzł nasz pies. Odciągnęliśmy psa. Jak się okazało, ten gościu był włamywaczem i wyskoczył przez płot nie wiedząc o psie.
Wezwaliśmy policję i pogotowie. Facet miał rozszarpaną nogę. Trzeba ją było amputować. Zaczęło się jeżdżenie po sądach. Oskarżono psa o agresywność i musieliśmy go uśpić.
Dlaczego przez kutasa, który chciał nas okraść musimy cierpieć? To był tylko pies. Oskarżono go o agresywność. O to, że chciał bronić naszej ziemi, że był nam wierny. W dodatku ten gościu nie poniósł żadnych konsekwencji. Nie potrafię się pogodzić ze śmiercią mojego pupila.
Dzisiaj dziewczyna, która mi się bardzo podoba, spytała, dlaczego na znaczku, który noszę, widnieją dwaj faceci uprawiający seks. Odpowiedziałem, że to pamiątkowy znaczek turnieju zapaśniczego. Odpowiedziała: „Och, a już myślałam, że w końcu zdecydowałeś się wyjść z ukrycia”...
Byłem chory, siedziałem sam w domu i potwornie mi się nudziło. Co robią znudzeni ludzie? Wpadają na głupie pomysły :D No, a przynajmniej w moim przypadku tak jest. Postanowiłem więc nieco upiększyć swe oblicze i zrobić sobie corpse paint (dla niewtajemniczonych, jest to czarno-biały makijaż charakterystyczny dla artystów black metalowych) farbkami do twarzy „pożyczonymi” od młodszej siostry. Gdy skończyłem swe dzieło, zamiast je zmyć, postanowiłem poczekać tak na kumpla, który miał do mnie wpaść z zeszytami do przepisania. Co tu kryć, byłem z siebie dumny, a szkoda by było, gdyby nikt nie zobaczył tego dzieła sztuki ;)
Kiedy wreszcie usłyszałem dzwonek do drzwi, czym prędzej poderwałem się z miejsca i popędziłem w celu otworzenia drzwi i przywitania kolegi growlem. Oczywiście mój genialny umysł nie zawarł w planie możliwości, że ktoś zawita w me progi przed kumplem. Nie wiem, kto był bardziej zdziwiony – ja czy pan doręczyciel pocztowy.
Pragnę w tym miejscu pozdrowić wszystkich listonoszy, coś mi się wydaje, że macie dosyć ciekawą pracę :D
Co miesiąc w szkole mamy organizowane „Dni tematyczne”. W tym tygodniu był temat „retro”. W poniedziałek lata 50., we wtorek 60. etc.
Nadszedł piątek, dzień ostatniej dekady XX wieku. Jako że szkoła jest dla mnie stresującym miejscem, opracowałam swoją metodę, która pomaga mi się skupić na czymś innym niż masa ludzi dookoła mnie. Mianowicie piszę na kartce liczby w pionowych kolumnach.
Na ostatniej tego dnia lekcji dotarłam do 2433. W tym momencie podeszła do mnie nauczycielka i zapytała:
- Co ty, dziecko drogie, robisz?
Na co moja przyjaciółka bez zastanowienia odparła:
- Koduje matrixa.
Wszystkich zatkało... z wyjątkiem nauczycielki, która ze szczerym zdziwieniem zapytała:
- Ale dlaczego na kartce w linię?
Wraz z siostrą dobrze się bawimy, zamieniając się rolami ;D
Ona na humanie, a ja na mat-fizie. Wspomnę, że nie mamy tych samych nauczycieli, co tylko ułatwia nasze "wymiany". Jako iż zawsze byłam dobra w przedmiotach ścisłych (w szczególności matematyka i fizyka), a słabsza w humanistycznych, to siostra mnie dopełniała, bowiem u niej było na odwrót. Z tego też powodu postanowiłyśmy sobie pomagać, ale w jaki sposób? Jesteśmy bliźniaczkami, ludzie miewają poważny problem w odróżnieniu nas, co jest świetne w praktyce! Ona za mnie chodziła na przedmioty, w których była dobra (humanistyczne), a ja za nią na swoje specjały (ścisłe).
To była 1 klasa, więc pewne przedmioty miały nam odpaść na 2 roku. Dzięki mnie ma same 4 i 5 z bioli, chemii i fizyki, a ja zawdzięczam jej podobne oceny z WOK, WOS i historii! (nie zamieniałyśmy się na przedmiotach, z których będziemy zdawać maturę obowiązkową, czyli j. polski i matematyka).
Nigdy ona (jak i ja) nie pojawiła się na żadnym ze zdawanych przez siostrę przedmiotów.
I nikt się nie skapnął :D
Z czystej ciekawości chciałem dzisiaj sprawdzić, jak szybko moje auto może pojechać na autostradzie.
Odpowiedź dostanę pocztą za kilka dni.
Mieszkam w akademiku i mam bardzo dobre relacje ze swoimi znajomymi z piętra, można powiedzieć, że jesteśmy jak dobrzy przyjaciele. W dniu urodzin ubzdurałam sobie (do dziś nie wiem czemu), że chcą mnie po północy zaskoczyć szampanem i życzeniami. Słyszałam wcześniej jakieś szepty i mój mózg zaprogramował sobie, że musi to dotyczyć mnie. O 23.30 zaczęłam sprzątać pokój (mieszkam z jedną dziewczyną, ale akurat wtedy wyjechała do swojej rodzinnej miejscowości), zrobiłam lekki makijaż, żeby nikt nie wiedział jak wyglądam bez i czekałam zniecierpliwiona na godzinę zero.
Nikt nie przyszedł.
W skali próżności takie mocne 8/10.
Powiem krótko o tym, co czuję. Wiele z was na pewno też się z tym mierzy.
Czuję się czasem uwięziona przez pracę. Pracuję tylko dla pieniędzy, które głównie idą na wynajem pokoju. Aktualna praca zupełnie nie pasuje do tego, co czuję, nie współgra ze mną samą. Nie dość, że nie rozwija, to w niektórych aspektach ogranicza i trochę niszczy zdrowie. Gdy mam wolne, odzyskuję pewien spokój ducha. W pracy w kółko sprawdzam i czekam, ile zostało do końca.
Mając 7 lat, na pytanie mojego taty „Słucham?” odpowiedziałam „Nie mów słucham, bo cię wyrucham”.
Minęło 10 lat, a ja nadal pamiętam jego przerażoną minę.
To było jeszcze przed zniesieniem obostrzeń.
Okazało się, że w moim mieście odbędzie się koncert mojego ulubionego zespołu. Jestem fanką od wczesnych lat dzieciństwa (od 4 roku życia, a mam 14), więc nie mogłam tego wydarzenia ominąć. Pójście na ich koncert to było moje marzenie. Bilety kupione, transport załatwiony i wszystko cudnie. Dzień przed rozpiera mnie radość, aż nagle dzwoni telefon. Okazało się, że kolega z klasy złapał covid i mam kwarantannę. Jak to usłyszałam, to się załamałam. Coś, na co tyle czekałam miało mnie ominąć...
Ostatecznie ojciec pojechał zamiast mnie (też jest fanem owego zespołu). Przynajmniej kupił mi bluzę, którą noszę jak największy skarb.
Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś mi się uda zobaczyć ich na żywo.
Luxtorpeda górą!
Dodaj anonimowe wyznanie