#ySBZ6

Ostatnio do pracy w naszym laboratorium przyszedł chłopak po technikum, Krzysio. Przyjęli go po trosze po znajomości, bo chłopak nigdzie roboty nie mógł znaleźć, sytuacja w domu ciężka, a że jego ciocia do niedawna u nas pracowała (złota kobieta, naprawdę), to kierowniczka się zlitowała i go wzięła na próbę, zwłaszcza że odpowiednie wykształcenie miał.

Pierwszy dzień pracy, Krzysio się zapoznaje gdzie, co i jak. Początkowo nie było co mu dać do roboty, więc miał niszczyć papiery w niszczarce. Po trzech minutach takiej pracy Krzysio skomentował: „Nie po to skończyłem technikum, żeby teraz robić fizycznie” i zawinął się, zabrał swoje rzeczy i poszedł.

Nie powiem, ubaw mieliśmy z Krzysia niezły :D Tylko jego matki i ciotki szkoda ;)

#nUTSs

W dzieciństwie miałam dość długo utrzymującą się wadę wymowy. Z tego powodu musiałam uczęszczać do logopedy – starej wiedźmy, która nienawidziła swojej pracy i dzieci. Miałam już jakoś 11-12 lat, gdy na rynek wchodziły takie małe wibratorki, które miały pomóc w wyćwiczeniu języka. Wiedźma stwierdziła, że muszę mieć ten sprzęt. Rodzice się zgodzili, ale z racji tego, że internet nie był wtedy tak powszechny jak teraz, pani W. miała go zamówić z komputera przychodni.

Pewnego słonecznego dnia weszłam do znienawidzonego gabinetu, a W. wyjęła z szafki paczkę, dała mi ją i wyszła zrobić kawę. Miałam w tym czasie rozpakować przesyłkę. Rozpakowałam więc i grzecznie czekałam. Gdy W. weszła do gabinetu powiedziałam tylko „myślałam, że to będzie mniejsze”. Taki odcień czerwieni, jaki pojawił się na jej twarzy, widziałam tylko raz w życiu. Zdołała jedynie wydusić, że musiała zajść jakaś pomyłka i przesłali nie to co trzeba. Szybko zabrała mi sprzęt, a dzięki jej reakcji zaczęłam domyślać się do czego tak naprawdę to cacko służy. Ta inteligentna kobieta najwidoczniej złożyła zamówienie nie na tej stronie co powinna. Rodzicom powiedziała, że w sumie jednak nie warto inwestować w coś takiego, bo szczoteczka elektryczna spełnia takie same zadania.

Dzięki niej pierwszy i ostatni raz trzymałam w ręce taki sprzęt i cieszę się, że nie zaczęłam ćwiczeń bez niej, wkładając go sobie do buzi. Nie mam pojęcia co Wiedźma z nim zrobiła, ale raczej nic pożytecznego, bo dalej była wredna ;)

#DvNP0

Kilka lat temu, kiedy córka miała 3 lata, byli u nas znajomi. Świetnie się bawiliśmy, a ja wypiłam dwa drinki. Około 21 przyszedł czas uśpienia jej, ale ona zaczęła się awanturować, płakać, krzyczeć, że nie chce spać. Uderzyłam ją ręką w pupę, mocno. Otrząsnęła się i poszła spać. Pierwszy i ostatni raz ją uderzyłam, czułam się okropnie. I do tej pory to pamiętam, wstyd mi. Gdybym była trzeźwa, na pewno by się to nie stało. Wychowywanie dzieci jest bardzo trudne, wymaga ogromnych pokładów cierpliwość, a po alkoholu tego nie ma. Od tej pory nie piję przy dzieciach.

#NA7nU

Byłam wtedy w pierwszej klasie podstawówki. Na wstępie powiem, że chodziłam do zespołu szkół – podstawówka, gimnazjum, liceum.
Podczas jednej z dużych przerw na podwórku znalazłam z moją najlepszą przyjaciółką foliową saszetkę z białym proszkiem w środku. Jako że obie uwielbiałyśmy wróżki (to było niedługo po premierze drugiej części Piotrusia Pana), zaczęłyśmy się bawić, że to magiczny pył Dzwoneczka. Otworzyłyśmy torebkę, zbadałyśmy konsystencję jej zawartości i zaczęłyśmy tym wszystko posypywać, żeby (w zabawie) latało. Kwiatki, zabawki, kamyki, nawet siebie nawzajem. Podbiegłyśmy ucieszone do naszej pani wychowawczyni spytać, czy chce lecieć z nami do Nibylandii, bo znalazłyśmy magiczny pył. Kiedy wyciągnęłam do niej rękę z saszetką i resztką proszku, wybałuszyła oczy, natychmiast wyrwała mi go z ręki i zabrała. Znacie to uczucie, kiedy dorosły doszczętnie psuje wam całą zabawę?

Na następnej lekcji obie zostałyśmy wezwane do dyrektora. Ten zaczął nas wypytywać, skąd to mamy, gdzie to znalazłyśmy, czy aby na pewno nikt z liceum nam tego nie dał, czy nikogo nie kryjemy itp. Na początku byłyśmy zdezorientowane na maksa, ale wiedziałyśmy już, że ten proszek jest czymś ważnym. Zaczęłyśmy wysnuwać mnóstwo teorii spiskowych w stylu, że to jest magiczny pył, który nie powinien był się przedostać z Nibylandii do naszego świata, że to prochy jakiegoś zmarłego czarodzieja, że była tam ukryta jakaś tajna rządowa informacja...

Dziś jestem już dorosła i wiem, że jak miałam 7 lat bawiłam się czyjąś fetą.

#gaCzu

Mam 32 lata i chyba mam chore wyobrażenia odnośnie życia.

Jestem mechanikiem samochodowym, skończyłem tylko szkołę zawodową, ale zarabiam 5300 zł miesięcznie. Partnerka pracuje, ale to ja płacę za mieszkanie i zakupy. Umiem obsługiwać wiele urządzeń niekoniecznie związanych z moim zawodem. Nie jest dla mnie problemem ugotowanie obiadu, upieczenie ciasta czy zrobienie prania, jeżeli trzeba wymienić kontakt czy uszczelkę w kranie też bez problemu robię takie rzeczy. Wiem jak złożyć PIT czy wypełnić jakieś dokumenty, nie wpadam w panikę, gdy muszę iść do urzędu. Umiem zaplanować budżet domowy.
9 godzin dziennie spędzam w pracy, następnie odbieram dziecko partnerki ze szkoły, w domu gotuję obiad, trochę sprzątam, robię kolację itp. Ogólnie mam mało czasu dla siebie.
Z partnerką się często sprzeczamy. Uważa, że jestem osobą agresywną. Przeważnie kłócimy się przez jej 8-letnią córkę.
Dziecko bierze godzinne prysznice, gdy przyszedł rachunek 250 zł za wodę, to się zdenerwowałem i zabroniłem takich kąpieli.
Dziecko nie pomaga w ogóle w domu – zostałem mianowany tyranem, bo wprowadziłem system plusów i minusów za dobre zachowanie, były nagrody itp. To ja jestem ten zły, bo konsekwentnie to rozliczałem i dziecko dostało w tydzień 87 minusów i 1 plus.
Bardzo nie lubię, gdy dziecko ignoruje wszystkie moje prośby
Jestem zły, bo denerwuję się, jak ktoś je w moim łóżku.
Denerwuję się, gdy 20 minut po tym, jak posprzątam, jest zrobiony bałagan.
Dziecko ma problemy z higieną, ma wiecznie kupę w majtkach.
Dziecko nie umie odstawić talerza, posprzątać po sobie.
Dziecko wymusza wszystko, mamusia musi pomóc się wytrzeć po myciu, pomóc rozebrać, dać piżamkę.
Gotuję obiad, bo wracam wcześniej, przeważnie zupa i drugie. I jasny szlag mnie trafia, gdy dziecko wybrzydza i pluje jedzeniem, a od partnerki przeważnie słyszę uwagi, że ona takie coś robi inaczej i mam robić tak jak ona albo wcale.
Gdy upiekę ciasto słyszę, że jej ciocia robi lepsze.
Bardzo rzadko zdarza się, że jestem zmęczony po pracy i pracach domowych, ale gdy się położę, to słyszę teksty „po czym ty k**** jesteś zmęczony?”.
Partnerką przeważnie śpi z córką, gdy już położy się w naszym łóżku, to leży i ogląda seriale.

Czy to jest wszystko normalne czy ja jestem jakiś dziwny?

#ugRyb

Krótko o tym, jak durne pomysły ma się w gimnazjum...

To było z 15 lat temu. Kupiłyśmy z koleżanką jajka i poszłyśmy do kościoła. Wbiłyśmy dwa jajka do naczynia z wodą święconą przy głównych drzwiach. Ktoś, kto się nadział, musiał być w niezłym szoku.

Wstyd mi, przepraszam...

#jryvw

Pamiętam, jak miałem 8 lat i założyłem konto na pobieraczek.pl. Nic nie pobierałem, ale po tygodniu przyszedł mi e-mail, że muszę zapłacić 550 zł za pobieranie – i tak co tydzień. Kwota w końcu wyniosła ok. 7500 zł. Dalej nic nie pobierałem, ale i tak w końcu na maila dostałem wezwanie do sądu. Ze strachu wylogowałem się ze strony, a jakiś czas później zacząłem czytać o tym portalu. Okazało się, że są to oszuści, którzy wyłudzają pieniądze za nic i najlepiej zgłosić tę sprawę na policję. Ja nie zgłosiłem, bo bałem się, że mama mnie okrzyczy.

W końcu zapomniałem hasła do tego e-maila, ale do dziś zastanawia mnie, ile teraz muszę im „zapłacić” :)

#VpyVC

Miałam jakieś 8 lat i obudziłam się w niedzielę z bólem brzucha. Rodzice nie dali się przekonać, żebym nie poszła do kościoła. Toż to cała wieś będzie plotkować, że nie jesteśmy dobrymi katolikami i dzieci na satanistów wychowujemy!

Jak msza się skończyła, a ja już zwijałam się z bólu, zabrali mnie w końcu do lekarza. Wyrostek pękł. Kto by się tym przejmował, prawda? Przecież najważniejsze, żeby sąsiadom pokazać jak bardzo się miłuje bliźniego, prawda?

#NjqSQ

Jestem nałogowym palaczem. Skala mojego problemu nie jest jakaś ogromna (palę od pół do paczki dziennie), ale przeszkadza mojemu mężowi, choć on sam też pali. Napiszę dla jasności, że z mężem nie planujemy dzieci w ciągu najbliższych 5 lat.

Kłótnie o moje papierosy sięgają już takiego kuriozum, że potrafimy się o nie kłócić przez 2-3 dni z rzędu. Mąż nalega, abym rzuciła, a ja pomimo gum, tabletek czy zamienników nie potrafię. Mam wrażenie, że to dla mnie po prostu rzecz niemożliwa. Głód nikotynowy jest tak silny, że trzęsą mi się ręce, serce kołacze i nie mogę zebrać myśli. I nawet jak wytrzymam pół dnia bez fajek, to i tak prędzej czy później polecę po kolejną paczkę. Wiem, że będę musiała rzucić prędzej czy później, choć wolałabym później. I pewnie to zrobię, gdy stanę przed wyborem ciąża lub fajki, ale na razie nie mam takiej motywacji. Problemem jednak jest mój mąż, który kompletnie tego nie rozumie. Sam pali, mniej niż ja, to prawda, ale nadal kopci. Mnie zmusza szantażem psychicznym do rzucenia („nie rzucisz, bo mnie nie kochasz”), a im bardziej stara się mi zrobić wodę z mózgu, tym chętniej po te fajki sięgam. Sama nie wiem czemu, chyba wrodzona złośliwość mi się załącza.

Chciałabym jednak potwierdzenia od kogoś z Was, że da się wyjść z tego nałogu. Nie znam w sumie nikogo w moim otoczeniu, kto rzuciłby papierosy. Nikt też nie umarł na raka z tego powodu, a odkąd pamiętam cała rodzina paliła. Czy może wy zastosowaliście jakieś metody, by rzucić? Nie szukam rozwiązania idealnego, bo wiem, że takie nie istnieje, ale może jest coś, o czym nie wiem, a warto by było to wykorzystać.

#JNRel

Moja była dziewczyna rozpowiada wszystkim, że Ukrainka rozbiła jej związek. Ja wszystkim powtarzam, że to nieprawda, bo ona sama go rozbiła.

Na początku wojny przyjęliśmy pod dach kobietę z dzieckiem z Ukrainy. Dasza, bo tak ma na imię, po około tygodniu aklimatyzacji nie chciała mieszkać tu za darmo. W ramach rewanżu za schronienie zaczęła zajmować się domem. Była kobieta po krótkim czasie zaczęła być o nią zazdrosna, dokuczała jej, traktowała jak psa i na końcu oskarżyła o kradzież. Powiedziała, że jak nie wyrzucę Daszy z domu, to ona odchodzi. Nie musiała odchodzić, sam kazałem jej odejść.

Nie zdawałem sobie sprawy z jak toksyczną, leniwą i roszczeniową kobietą byłem. Gotować nie umiała, sprzątać nie lubiła, potrafiła tylko ciągnąć ode mnie pieniądze, obrażać się o byle co i wymagać cudów na kiju. Dasza dba o wszystko, dom lśni, codziennie gotuje, pranie, prasowanie robione na bieżąco. Moim jedynym domowym obowiązkiem jest chwalenie jej zdolności kulinarnych. Jest skromna, niewyniosła. Dużo rozmawiamy, dużo się śmiejemy.

Ona nie chce wracać na Ukrainę, chce ułożyć sobie życie w Polsce, a ja zastanawiam się, czy coś z tego może wyjść, bo choć za szybko, żeby mówić o czymś poważnym, to odnoszę wrażenie, że pasujemy do siebie w każdym aspekcie. Nagadać się nie możemy, poczucie humoru mamy podobne, w łóżku super, z jej dzieckiem też łapię dobry kontakt. W tym momencie przeżywam coś w rodzaju powtórki ze szczeniackiej szaleńczej miłości i kłóci się to z doświadczeniem podpowiadającym, żebym uważał.
Dodaj anonimowe wyznanie