#d33tb
#PYBG4
W nocy nie mogę przewrócić się na drugi bok, bo moja osobista, prywatna kotka na mnie krzyczy/miauczy, że ją budzę...
#EWrZg
#O8uA9
Od partnerki oczekuję spokoju, szacunku i bliskości. Po prostu po pracy chciałbym wrócić do domu bez awantur, nie chcę słuchać, że nic nie osiągnę. I chciałbym mieć możliwość wygadania się. Czy to aż takie duże wymagania?
#7xGBP
Jakiś czas później do naszej jednostki wpłynęło zaskarżenie o uszkodzeniu mienia (właśnie tego samochodu, zaskarżenie było od tej kobiety). Mieliśmy się stawić w sądzie. Mieliśmy stuprocentową pewność, że wygramy ze względu na Kodeks Karny. Przegraliśmy. Dlaczego? Sędzią był dobry kolega tej kobiety, tak samo prokurator. Wymusiła od nas 50 tysięcy odszkodowania. A my tylko jechaliśmy ratować życie...
Apel. Nie zostawiajcie bram wyjazdowych służb ratunkowych. Być może to Ty będziesz potrzebował naszej pomocy, a przez taką sytuację możliwe, że otrzymasz ją za późno lub w ogóle.
#07mOg
Sytuacja miała miejsce już jakiś czas temu, w czasach licealnych. Byłam dziewczyną z całkiem sporym powodzeniem wśród chłopaków. Z racji tej miałam już sporo randek za sobą i otwarcie przyznawałam, że chłopcy nie są zbyt kreatywni w tej dziedzinie. Zwykle zabierali mnie w te same miejsca. Pewnego dnia rozmawiałam o tym z dobrym znajomym. Jego dziewczyna też zarzucała mu brak pomysłowości – że ciągle kino, jakaś kawiarnia, rolki czy coś tam. I tak rozmowa się toczyła, dopóki nie wtrącił się On.
Był On jednym z tych nieszkodliwie natrętnych gości. Poza walentynkami co roku, kwiatkiem na Dzień Kobiet i komplementowaniem mnie nie sprawiał żadnych problemów. I tak, nie byłam zołzą i od razu powiedziałam mu, że nie ma na co liczyć. Ale on twierdził swoje. Jak to mówili o nim inni – był przegranym Romeo.
„Ja bym cię na pewno zabrał na niezapomnianą randkę w miejsce, w które nikt jeszcze cię nie zabrał” – stwierdził pewnie. Pamiętam, jak wtedy przewróciłam oczami. Słyszałam to często. Mój kumpel jednak stwierdził, że to dobra okazja i postanowił się z owym Romeo założyć o 50 zł, że nie uda mu się mnie zaskoczyć. Na mój opór kolega powiedział: „A co ci szkodzi? Może się odczepi w końcu?”. Więc z myślą, że może uda mi się w końcu odkochać Romea, zgodziłam się na to, nie przeczuwając, co mnie czeka.
W dniu naszej randki odebrał mnie spod domu. Przyjechał po mnie autem, dobrze ubrany. Po wymienieniu grzeczności i otworzeniu mi drzwi do samochodu, pan
Romeo wsiadł w swoje auto i ruszyliśmy. Przejechaliśmy parę ulic, po czym zapytał mnie, czy miałabym coś przeciwko, gdyby zawiązał mi oczy. Niezbyt spodobał mi się pomysł, ale on stwierdził, że przecież mi nic nie zrobi, chciał tego tylko dla lepszego efektu niespodzianki. No i przecież gdyby coś mi się stało, cała szkoła by zaraz wiedziała, że to jego wina. Więc się zgodziłam. Kiedy dojechaliśmy do celu, wciąż miałam zakryte oczy. Wyprowadził mnie z samochodu, przeszliśmy kawałek, po czym ściągnął mi przepaskę. To, co zobaczyłam, niemal ścięło mnie z nóg... Zabrał mnie do Auschwitz. Myślałam, że mi się to przyśniło, ale mimo uporczywego mrugania, szczypania i innych środków muzeum nie zniknęło sprzed moich oczu.
Muszę przyznać, to była niezapomniana „randka”. Już nigdy nie więcej nie narzekałam na zwyczajne randki.
I tak, Romeo wygrał swoje 50 zł. Kumpel do dziś przypomina mi o tym.
I nie, nie jesteśmy z parą z trójką dzieci i psem.
#TeY8y
Do 12. roku życia kazałem na siebie mówić Igor, mimo iż nazywam się Kamil. Tak miał mieć na imię mój brat, o którym rodzina nigdy nie wspominała, a ja sam dowiedziałem się o nim niedawno, i to przez przypadek.
Nie wiem, co mam o tym myśleć... Reinkarnacja czy zwykły przypadek?
#69BqK
Ja i mój mąż przed ślubem nie mieszkaliśmy razem, dzieliło nas 50 km, spędzaliśmy razem weekendy, wakacje i święta. Podjęliśmy decyzję, że po ślubie na początku ja też zostanę z córką w moim mieszkaniu, a mąż nadal będzie mieszkał u swoich rodziców. Dlaczego? Mój mąż z ojcem prowadzą bardzo dochodowy biznes i mąż musi tego pilnować, być na miejscu, a ja też nie chciałam zmieniać pracy, gdyż mieliśmy w planach od razu po ślubie zacząć starać się o wspólne dziecko. W nowej pracy pewnie nie dostałabym od razu stałej umowy, co komplikowałoby wiele spraw, dlatego on został u siebie i ja u siebie, z wizją taką, że jak zajdę w ciążę, to pozamykam swoje sprawy w pracy i przeprowadzę się do męża i jego rodziców.
Latem miną 2 lata, jak jesteśmy po ślubie, a ciąży nie ma i nie będzie... Mimo że bardzo tego pragniemy, nie możemy mieć dziecka... Ja nadal mieszkam z córką u siebie, a mąż z rodzicami. Nie podoba mi się to, bardzo za nim tęsknię, czuję się samotna. Był taki moment, że byłam gotowa rzucić pracę, spakować się i przeprowadzić do męża, ale tu wkroczyła jego matka. Okazało się, że ona jednak nie chce mnie tam u nich... Co ja mam zrobić? Znów wali mi się życie...