#HONYN

Szedłem sobie w nocy starówką, wracając do domu. Zaczepiło mnie trzech dresów słowami typu: „Zgubiłeś się?”, „Sznurówka ci się rozwiązała”. Miałem przy sobie tylko wojskową legitymację, ale zachowałem zimną krew i zarazem zaryzykowałem. Otworzyłem ją, mówiąc: Kolego, policja, daj sobie spokój lepiej, dobrze?

Przeprosili i się rozeszli. Uff...

#CiSXE

O tym, jak ludziom związanym zawodowo z kulturą nieraz jej brakuje.

Jakiś czas temu rodzice wybrali się do teatru. Na widowni zasiadł również znany satyryk, który przez lata prowadził „Śmiechu warte” i zapraszał na herbatkę w telewizji publicznej. Towarzyszyły mu dwie kobiety. Wiadomo – po zajęciu miejsc trzeba trochę poczekać na rozpoczęcie spektaklu. Nikt nikomu nie zabrania rozmów, ale wypadałoby, aby konwersacje prowadzić raczej po cichu. Czy to dotyczyło sławnego pana? Otóż nie. On i jego towarzyszki rozmawiali tak głośno, że obsługa teatru parokrotnie prosiła ich o uciszenie się.
Podczas spektaklu zachowywali się w miarę przyzwoicie. Ciąg dalszy pokazu pt. „Zobaczcie wszyscy, kim jestem” nastąpił po wyjściu z sali. Był styczeń, a zatem ustawiła się kolejka do szatni po odbiór kurtek. Widzowie powinni wiedzieć, że kolejka jest dla zwykłych ludzi, a nie dla takich gwiazd, jak „Dyżurny Satyryk Kraju”. Nie robiąc sobie nic z ogonka, gwiazdor i kobiety, które z nim były, ostentacyjnie minęli kolejkę i podeszli do szatni, Pan D*****a dodatkowo wyjął 10 zł i trzymał banknot razem z numerkiem, żeby wszyscy zobaczyli, że daje napiwek szatniarzowi.

Jak się okazuje: szewc bez butów chodzi. Praca w kulturze nie oznacza, że ktoś musi być kulturalny.

#W8UC4

Ostatnio naczytałam się o głupich powodach i wymówkach dla rozstania się z drugą osobą. To mi przypomniało czasy mojego liceum i mój ówczesny związek. Nie jestem pewna, ale była to chyba 1 czy 2 klasa liceum. Byłam w (tak mi się wtedy wydawało) poważnym związku. Z chłopakiem byłam już 9 miesięcy, a więc jak na czasy liceum to prawie pół życia. Byliśmy blisko. Zero tajemnic, zero tematów tabu itd. Rozmawialiśmy właściwie na każdy temat. Chłopak wydawał się super porządny, ogarnięty, wiecie, taki prawie-blisko-pan-idealny. No ale od jakiegoś czasu widziałam, że coś nie dawało mu spokoju, nad czymś głęboko dumał i często przyglądając mi się popadał w zamyślenie. Myślę sobie – przytyłam, albo już mu się nie podobam, albo coś zrobiłam, albo znalazł inną... tysiąc myśli na minutę. Nie dało się z niego wyciągnąć o co chodzi, aż pewnego dnia wydukał: „jak to wygląda?”. Yyy, no ale że co jak wygląda? Wiedziałam! Wiedziałam, że kiedyś zauważy te fałdkę na brzuchu, kiedy siadam! „No, jak wygląda, kiedy macie okres – zużyty tampon czy podpaska?”. OK. Nie wiem kto miał wtedy ciekawszy wyraz twarzy. Spytałam, czy serio chce to zobaczyć? Czy jest absolutnie pewien? Wtedy jeszcze twierdził, że tak i jak się pewnie już domyślacie, nadszedł okres, prezentacja i dzień po tym zerwał ze mną, twierdząc, że w życiu nie widział nic bardziej obrzydliwego i nie może już na mnie patrzeć ani o mnie myśleć, bo od razu ma przed oczami obraz zużytego tamponu.

PS Nie wiem, czy koleś do tej pory znalazł dziewczynę :D

#gMsXS

Zastanawiam się gdzie otrzymać pomoc, internet już raz uratował mi życie i znów szukam oparcia w internecie.
Walczyłem długo z depresją po stracie rodziny, w końcu stanąłem na nogi i wziąłem się za siebie, poszedłem do pracy, którą uważałem za coś szlachetnego i coś, w czym widziałem siebie od dość dawna – policja.
Dostałem się do wymarzonej pracy, jednak jako świeżak w tym temacie nie wiedziałem gdzie trafiłem – oddział prewencji policji (nie będę podawał gdzie, to nie jest istotne).
Zacznijmy od tego, że pracę zaczynasz o 5:45 (tak jest na grafiku), jeżdżę z dość daleka, bo 170 km do pracy w jedną stronę pociągami, więc zapewne wiecie, że na jednostce jestem na styk, czyli o 5:35 wchodzę na oddział i lecę natychmiast się przebrać. 5:40, przebrany idę po sprzęt, który wydawany jest już 20 minut i pierwsze co słyszę to „Kur**, połóż się jeszcze! Później się, kur**, nie dało?!”.
Biegasz po jednostce z jednej strony do drugiej, żeby wszystko pobrać – broń, gazy, kamery (często chodzisz na inną kompanię, żeby pobrać kamerę, bo nie ma wystarczającej ilości).
Początkowo się starasz, bo to praca twoich marzeń, później jest coraz gorzej... Z każdym dniem traktują cię jak psa (mobbing, znęcanie się psychiczne, krzyki, kłamstwa), z grafikiem jest tak, że znam go na jutro, ewentualnie na 3 dni w przód, choć to jest bardzo rzadkie i potrafi się zmieniać w ciągu dnia z 5 razy.
Większość moich pieniędzy wydaję na dojazdy, jedzenie, i czasami jakieś lokum do służby, które masz bardzo różnie – jednego dnia na 5:45, a drugiego już na 11:00, trzeciego nagle masz na 21:45. Dowódcy wchodzą tak mocno na głowę, że czuję nienawiść do miejsca, w którym pracuję, godzinę po rozpoczęciu pracy (czyli po wyjeździe na miasto) czujesz się dopiero dobrze, jak zaczynasz swoją prawdziwą robotę.
Próbowałem podczas rekrutacji dostać się do siebie na komisariat, ale okłamali mnie („spokojnie się przeniesiesz po 3 miesiącach, nie martw się” – słowa osoby, która mnie przyjmowała, musiała naprawdę nieźle się bawić). Przenieść się nie przeniesiesz, jeśli nie masz pleców.

Najgorsze jest to, że psychicznie bym to wytrzymał, ale po kilku latach takich dojazdów i braku możliwości planowania czegokolwiek oraz braku wolnych weekendów (w roku mam ich może z 8, choć ustawa jasno mówi, że masz mieć wolny co trzeci weekend sobota/niedziela lub niedziela/poniedziałek). Partnerka ma już dość, zaczyna mnie i ona cisnąć, że czegoś nie zrobiłem w domu, bo naprawdę zapomniałem.
Jestem atakowany z dwóch stron, psychicznie już nie daję rady, czuję się cholernie zmęczony (tylko tą jednostką, a nie pracą policjanta).
Jedyny plus to chłopacy na jednostce, którzy trzymają cię na duchu „nie przejmuj się, to jest debil, on nie powinien być na tym stanowisku”.
A dowództwo robi pod górkę i szuka tylko do czego się przyczepić (nawet do złego słowa na mandacie).

#xUshn

Mam świetny pomysł na program TV :) Właśnie oglądałem na YT „To catch a predator”, gdzie na spotkanie z 12-, 14-latką wabieni są pedofile. Otóż dziennikarz i jego ekipa udają w sieci dziewczynkę i tak od słowa do słowa aranżowane jest (oczywiście przez pedofila) spotkanie w jej domu. Oczywiście na miejscu jest policja i po krótkiej konwersacji dziewczyny z niedoszłym Romeo wyłania się dziennikarz ze wszystkimi czatami i zdjęciami, przeprowadza miłą pogawędkę w stylu „co cię sprowadziło do domu dwadzieścia lat młodszej od ciebie dziewczynki, przecież ona ma 12 lat” itp., a następnie amant wchodzi do garażu i jest aresztowany i prowadzony na policję.
Zatem może zrobilibyśmy w Polsce show o nazwie „Księża nietrzymający węża” albo „Wikary z pociągiem do szpary”, gdzie robione byłoby dokładnie to samo, jednak przynętę stanowiliby ministranci, członkowie (członkinie oazy) itp... Gwarantowana milionowa oglądalność, poklask ludzi, a przede wszystkim utemperowałoby to trochę zapędy ludzi w sutannach do tego, czego robić nie powinni...
Kto z Was nie obejrzałby programu, w którym „Proboszcz parafii x nie potrafi się oprzeć nowemu chórzyście. Czy jego zapędy zostaną udaremnione? Jaki tajny sakrament przygotował duchowny dla małego Stasia? Czy dziecku udało się umknąć przed sapiącym 120-kilogramowycm potworem? Czyje łzy płyną tuż przed dźwiękiem dzwonu na sumę? Kajdanki naprawdę były za ciasne, a uderzenie pałką aż tak bolesne? Odpowiedzi na te i inne pytania tylko dzisiaj o 19.30”.

JA BYM OGLĄDAŁ :D

#0iwKr

Poszliśmy dużą grupą do chińskiej restauracji (ale takiej prawdziwej, dobrej restauracji, a nie do budy z sajgonkami). Na koniec wszyscy dostaliśmy ciasteczka z wróżbą – miły akcent przed wyjściem. Z tym małym zastrzeżeniem, że wszyscy dostali jakieś fajne wróżby, a ja dostałem „Przezwyciężysz ciężkie czasy”. Super... Ciasteczko z wróżbą okazało się ciasteczkiem z groźbą. Oczywiście nigdy nie wierzyłem we wróżby i inne pierdolety, więc tylko się z tego uśmiałem.

Następnego ranka przyszły wyniki ze szpitala. Tak więc ta wesoła historia kończy się tak, że mam raka, nie zamartwiam się tym już i zacząłem wierzyć we wróżby. :)

#K8uKl

Wczoraj pociąg był ostro przepełniony, więc stałem w zapchanym korytarzu. Do naszego wagonu przepchała się bardzo ładna dziewczyna. Nie wiem, czy Polka czy Ukrainka (90% ludzi wokół mnie gadało po ukraińsku). Ponieważ była bardzo ładna, co jakiś czas na nią spoglądałem, chyba taki podświadomy impuls. Nie chodzi o to, że podziwiałem jej kształty, raczej zachwycałem się jej oczami i ładną buzią, jak pięknym zachodem czy coś. W pewnym momencie zauważyłem jednak, że grupka Ukraińców, którzy wyglądali jak zbiry z Grochowa, gapią się na nią, pokazują sobie sprośne gesty i ukradkiem robią jej zdjęcia telefonem. Nic groźnego żeby interweniować i się narażać, bo byłem sam, ale kiedy wstała z walizki i zaczęła zmierzać z nią do wyjścia, jeden z oprychów szturchnął łokciem kolegę wskazując, że dziewczyna wychodzi i cała grupka podążyła za nią w stronę drzwi, obok których stałem. Stali nad nią i gapili się na nią jak stado wygłodniałych hien. Wtedy zdecydowałem, że wysiądę na nie swojej stacji, jeśli wyjdą za nią i niech się dzieje co chce, ale stanę w jej obronie, jeśli będzie trzeba. Serce mi waliło, że aż piszczało w uszach. I nagle dziewczyna pomachała do kogoś na peronie jeszcze zanim pociąg się zatrzymał. Wysiadła i udała się prosto do samochodu.
Cała grupka oprychów została w pociągu z niezadowolonymi minami, a ja cieszyłem się, jakbym wygrał w loterii.

#oFTXs

Wychowałam się w rodzinie, której nic nie brakuje. Można by powiedzieć, że jest super. Też tak myślałam. Do dzisiaj.

Mam dobre stosunki z rodzicami. Ojca postrzegałam jako człowieka rozsądnego, ułożonego i zaradnego. Taki mój mały autorytet.
Moi rodzice przyjaźnią się z pewnym małżeństwem. Panią Grażynką i panem Januszem. Mają oni lekki kryzys, ponieważ chyba Grażynka zdradza Janusza. I tu są moi rodzice. Tato trzyma stronę kolegi, mama koleżanki. Ale żadne z nich nie wypowiada się o tym głośno.

Wracając do moich rodziców. Normalne małżeństwo, czasem się posprzeczają, wiecie jak to jest. I tutaj przenosimy się do dzisiejszego dnia.

Siedząc u siebie w pokoju i mając otwarte okno, usłyszałam mojego tatę, który, jak słyszałam rozmawiał z Januszem, który mu się żalił. Jak zwykle chodziło o jego żonę. Gdy usłyszałam co mój tato mu mówi, przeraziłam się. Mniej więcej tak: „Moja to nie może do mnie pyszczyć, zęby by obrazu poleciały. Kiedyś przegięła, to do dzisiaj ręką ją napierdala. Nie pozwalaj sobie. Wypić lubisz, to nawet butelką pierdolnij, niech wie, kto rządzi. A prawnika załatwię i sobie jedź gdzieś na spokojnie z młodą dupą, a swoją wpierdolisz z domu i po problemie. Ja mojej czasem mówię jak mnie wkurwia, że może wyjść i nie wracać”.

Do teraz nie wiem co o tym myśleć. Mój ojciec nigdy przy mnie nie przeklinał, a tym bardziej trudno mi uwierzyć o tym, że mógł kiedyś mamę uderzyć i grozić jej wyrzuceniem z domu. Czy to możliwe, że patologia działa się tuż pod moim nosem, a ja tego nie widziałam?
Dodaj anonimowe wyznanie