Jestem muzykiem i gram w orkiestrze. Jak wiadomo, wszystkie orkiestry to jedna rodzina, więc udzielam się nie tylko w "mojej", ale też "u konkurencji". Gram na trąbce i uwielbiam to robić. Niestety nie spodobało się to mojemu byłemu (na szczęście) chłopakowi.
Powklejał mi gumę do żucia w tłoki, ponieważ "nie mógł znieść faktu, że więcej czasu poświęcam instrumentowi niż jemu..." Noż ręce, cycki opadają... Nikomu nie mam zamiaru ujawnić powodu zerwania związku...
W wieku 30 lat dowiedziałam się, że szczeniaki mają mleczaki.
Co więcej, nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam i dopiero po 5 minutach googlowania uwierzyłam...
Jakiś czas temu polska orkiestra wojskowa pojechała na występy do Czech. Na początek oficjalne powitania. Zaczął polski konferansjer: „...orkiestra pod dyrekcją magistra podpułkownika Jana Nowaka...”. Ludzie na widowni zaczęli się śmiać, bo „magister” to po czesku aptekarz. Kiedy konferansjer pojął w czym rzecz, dyskretnie przekazał czeskiemu koledze, żeby powiedział „doktor podpułkownik”. Wtedy zaczęła śmiać się... orkiestra, bo gość inteligencją nie grzeszył, a tu nagle awansował na doktora.
No ale dość tych uprzejmości, występy czas zacząć. Na początek lżejszy repertuar – „Kukułeczka kuka, chłopiec panny szuka”.
Powiedzieć,że widownia się śmiała to nic nie powiedzieć. Widownia dosłownie tarzała się ze śmiechu.
Co jest , do cholery? Przecież to zwykła piosenka ludowa, bez żadnych podtekstów.
Okazało się, że „panna” to po czesku dziewica, a „szukać” znaczy mniej więcej tyle, co po polsku przelecieć...
Żyję sobie spokojnie w jednym z małych miast na wschodzie kraju. Mam piękną narzeczoną, bardzo dobrze płatną pracę, duże i fajnie urządzone, a co najważniejsze - własne mieszkanie.
Doceniałem każdy dzień, każdą zarobioną złotówkę, zwłaszcza że pochodzę ze wsi, z domu, w którym nie miałem łatwego i przyjemnego życia. Dzięki wsparciu kochanej babci (śp.), chyba jedynej osoby, która mnie wtedy wspierała oraz latom nauki i ciężkiej pracy, wyrwałem się stamtąd. Cieszyłem się, że tak potoczyło się moje życie i wszystko układa się zajebiście.
No tak, a właściwie... układało.
Kilka dni temu dowiedziałem się, że w firmie będą zmiany kadrowe, ale z uwagi na dobrą pozycję, nie obawiałem się utraty pracy. Jak się domyślacie - to był błąd. Szef stwierdził, że firma popadła w kłopoty i nie stać go mnie, ale że z moim doświadczeniem na pewno COŚ sobie znajdę. Wręczył mi rozwiązanie umowy za porozumieniem stron - "będzie lepiej, jeśli rozstaniemy się w takiej formie". Nie wiedziałem co powiedzieć, mówcie co chcecie, ale serio, to był dla mnie szok.
Wróciłem do domu, usiadłem i jeszcze przez chwilę wpatrywałem się w kartkę od szefa. Chwila przedłużyła się do godziny, a później od swojej mamy wróciła moja narzeczona. "Cześć, kochanie" - krzyknęła od progu. Potem poszła do kuchni, zrobiła sobie kawę i była już obok mnie.
Dziwne, ale w pierwszej chwili chyba nawet nie zauważyła, że coś jest nie tak. Milczałem. Jedyne czego wtedy pragnąłem to, żeby mnie przytuliła i powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Podsunąłem jej leżące przede mną pismo. Ona patrzyła na nie jakby oszołomiona - bardziej niż ja. Kiedy zwróciła swój wzrok na mnie, w jej oczach zobaczyłem... złość. Nie współczucie, nie wsparcie, to była zwykła złość.
Nagle wstała i podeszła do okna. Też milczała. Byłem zdezorientowany, ale podszedłem do niej i chciałem się do niej przytulić. Kolejny szok: odepchnęła mnie i po chwili rzuciła suche: "Spodziewam się dziecka".
Zamurowało mnie... i kiedy już miałem coś powiedzieć, ona popatrzyła na mnie i wyjąkała: "Wiesz, myślałam że nigdy ci tego nie powiem, ale byłam z tobą tylko dla pieniędzy. Od kilku miesięcy cię z kimś zdradzam i z to z NIM zaszłam w ciążę. Miałam nadzieję, że razem z tobą wychowam to dziecko, bo mogłeś zapewnić mu lepsze życie niż mój kochanek, ale wiesz co? Teraz to nieważne, nic mnie już przy tobie nie trzyma". I poszła się pakować.
A i jeszcze coś! Na "do widzenia" stwierdziła, że wzięła sobie też prezent walentynkowy (ten, który przed nią schowałem na dnie szafy), bo przecież i tak nie będzie mi już potrzebny...
Wierzcie lub nie, ale całe moje "idealne" życie naprawdę POSYPAŁO się w ciągu jednego, zwykłego dnia.
Tyle się mówi ostatnio o friendzonowaniu... Jeśli friendzone jest dziwny, to ja nie wiem, jak określić to, co mi się przydarzyło.
W liceum miałam kumpla. Bardzo się lubiliśmy, często wychodziliśmy gdzieś razem, przychodził do mnie do domu. Rodzice jak to rodzice, przygadywali mi, jaki to wspaniały "kawalier" mi się trafił, a ja się z tego śmiałam, no bo to przecież kumpel mój, mój bro, sztama i w ogóle.
Sielanka trwała, aż któregoś dnia kumpel przyłapał mnie na paleniu. Posmutniał coś, a następnego dnia odwiedził mnie i z poważną miną oznajmił, iż nie może być z kobietą, która pali i niestety musimy zakończyć nasz związek.
Mimo wrodzonego taktu nie powstrzymałam się przed wypaleniem "jaki, k*wa, związek?!".
Tak że tego. Nie wiem, kto tego dnia był w większym szoku.
Jestem facetem. Brat jest kilka lat starszy. Gdy miałem może z 10 lat, często przeglądałem się jak brat gra na komputerze. Wtedy była na topie gra, w której prowadziło się klub piłkarski (Championship Menager, jeśli dobrze pamiętam). Brat, wielki ekspert, nie mógł poradzić sobie z jedną drużyną w ważnym meczu. Wczytywał wiele razy, ale zawsze przegrywał, albo wynik był niezadowalający (musiał wygrać chyba 3:0, żeby przejść dalej). Prosiłem go, żeby mi dał spróbować, ale odmawiał, bo gdzie taki gówniarz się zna... W końcu sfrustrowany ciągłym przegrywaniem dał się namówić, przy czym wypalił (chyba z emocji), że jak wygram, to mnie pocałuje w dupę. Chwyciłem za myszkę, ustawiałem skład, taktykę, motywowałem piłkarzy i zgadnijcie... Wygrałem! I to nie 3:0, a 7:0!
Mina brata bezcenna. Ale jedno muszę przyznać - jest słownym człowiekiem.
Kiedy byłem na studiach, nie miałem kasy i byłem zarośnięty, więc chodziłem po akademiku szukając kogoś, kto umie obciąć włosy. Pewna słodka dziewczyna usłyszała to i powiedziała, "Hej, ja umiem obcinać włosy!". Obcięła mnie na korytarzu, a potem zaproponowała wyjście do knajpy. Zgodziłem się.
Minęło 13 lat, jesteśmy małżeństwem, a ona dalej mnie obcina. Jakieś dwa lata, kiedy byliśmy razem, przyznała się, że nie miała pojęcia jak obcinać włosy, ale bardzo chciała mieć wymówkę aby zagadać. Zrobiła to na korytarzu i zaprosiła mnie do knajpy, żebym nie mógł spojrzeć w lustro.
Rodzice nie mogli wrócić z pracy przez te śnieżyce i musiałam pójść z młodszym braciszkiem do przychodni. Dostał kubek i miał nasiusiać. Strasznie się zaczął denerwować i kiedy spytałam o co mu chodzi, to powiedział "A będę musiał potem wypić?".
Nakryłem ojca jak uprawiał seks z młodszą dziewczyną.
Niby nic, bo jest po rozwodzie, ale to była maja koleżanka z klasy. Mamy po 16 lat. Ojciec nie wie, że ich widziałem.
Na rozmowie o pracę w firmie przewozowej byłem tak zdenerwowany, że po pytaniu o to, kim bym chciał być za 5 lat, odpowiedziałem "Chciałbym być samochodem rajdowym".
Dodaj anonimowe wyznanie