Siedzę w środku nocy przy komputerze i napędzany siłą hektolitrów kawy i ponaglających wiadomości piszę korpo-szczuro-raport na ASAP, bo DEDLAJN i w ogóle FAKAP. W domu jestem sam, jest cicho i spokojnie, więc moje skupienie stoi w zenicie. Jeszcze tylko ostatni akapit, enterek, siadam głębiej w fotelu i zakładam ręce za głowę. Pokój oświetla tylko wątłe światło biurowej lampki, przymykam oczy, spokój.
Wtem nagle za moimi plecami rozpościera się demoniczny śmiech! KUR ZAPIAŁ! Podskoczyłem ze strachu, krzesło opadło na podłogę ze szczętem. Strącony ręką kubek z hukiem rozbił się na podłodze i znów usłyszałem ten charczący śmiech! Dochodził z szafy. Podskakuję do włącznika światła, kolejny skok i jestem przy szafie, zamaszystym ruchem otwieram ją i widzę... mojego zabawkowego robota z dzieciństwa, który charczy resztką baterii i postanowił właśnie zdechnąć. Oddałem go młodszemu bratu już lata temu. Jak wrócił? Nie wiem do dziś.
Uczę się w jednej z lepszych szkół w województwie. Poszczególne części szkoły są kilka razy do roku remontowane, drzwi otwierane na karty, zastępstwa na dany dzień wyświetlają się na zawieszonych pod sufitem na każdym z trzech pięter telewizorach, w każdej sali jest komputer dla nauczyciela oraz wielka plazma, w większości klas tablice interaktywne. Krótko mówiąc, bogactwo niesamowite.
Tylko wiecie co?
Od kilku miesięcy w toaletach nie ma papieru. I to nie tak, że szybko się zużywa, po prostu nie jest wykładany. Ewentualnie raz na trzy tygodnie pani sprzątaczka się zlituje i rozłoży kilka papierowych ręczników w toalecie na parterze.
Tak że ten.
Jestem nastolatką i niekoniecznie szukam wielkiej nastoletniej miłości. No właśnie, tak szczerze mówiąc, to nie szukałam.
Zacznijmy od tego, że mam starsze rodzeństwo, tak dokładniej to braci. Nigdy nie czułam się z nimi jakoś szczególnie związana, bo wyjechali na studia, kiedy ja miałam dwa lata i nie rozmawiali ze mną, póki nie osiągnęłam jakiegoś wyższego poziomu mózgowego. Problemem jest głównie najstarszy brat, który przez lata nieodzywania się do mnie układał sobie scenariusz mojego życia i niedawno postawił mi wymagania. Oczywiście mój wybór kierunku był według niego beznadziejny (human w najlepszej szkole w mieście) mimo bardzo wysokiego poziomu nauczania, mój profil mu nie odpowiada, bo to przecież nie kierunek ścisły i nic po tym nie osiągnę. Postawił też wymagania co do chłopaka, którego mam przyprowadzić do domu. W wieku lat 15 powinnam mieć już chłopaka o 2 lata starszego i jakiegoś rozgarniętego najlepiej. Oczywiście stwierdziłam, że mam gdzieś jego zdanie na temat mojego prywatnego życia i tak sobie żyłam skupiona na nauce. Moi rodzice jednak stwierdzili, że skoro sama sobie chłopaka znaleźć nie potrafię, to mi pomogą. Nie przekonują ich żadne argumenty, że mam jeszcze czas albo że jak mam wybierać sobie jakiegoś Romeo, to se go sama znajdę. Próbowali mnie już umówić na chyba trzy spotkania z synem koleżanki, kuzynki mojej mamy. Na szczęście udało mi się z tego wywinąć.
Ostatnio zaczęłam zauważać pewnego chłopaka z mojej miejscowości. Chodzi do szkoły obok i jeździmy razem autobusem do domu. Oczywiście cała ta presja ze strony rodziców i brata spowodowała, że w sumie to nie wiem co mam już zrobić. Jestem ogromnie nieśmiała i nie wiem, czy potrafiłabym do niego zagadać, a nawet jeżeli by coś z tego wyszło, to bałabym się przyprowadzić chłopaka do domu ze względu na strach przed krytyką ze strony rodziny. Już dawno nauczyłam się, że wszystko co robię jest dla nich dziwne i kryłam się z emocjami. Nie wiem, czy dałabym radę udźwignąć jakąkolwiek zmianę w moim życiu, o której musiałabym powiedzieć rodzicom :(
Do mniej więcej piątej klasy podstawówki spałam razem z mamą.
Miałam zarówno własny pokój, jak i łóżko, ale spać sama się bałam.
Dawno temu w wieku 17 lat wybrałam się na moją pierwszą w życiu randkę. Randka w ciemno, bo nigdy wcześniej kolesia nie widziałam (poprosił naszą wspólną znajomą, byśmy poszli na podwójną randkę, ona ze swoim chłopakiem, a ja z nim). Zgodziłam się, no bo w sumie czemu nie. Wszystko cacy, impreza jak marzenie, potańczyliśmy, pogadaliśmy, a nawet się pocałowaliśmy, można by rzec, wpadliśmy sobie w oko. Jednak ciągle coś mi w głowie mówiło, że to chyba nie to, taka kobieca intuicja czy coś takiego.
Po spotkaniu podrzucili mnie do domu (bo byliśmy w czwórkę). Wygramoliliśmy się z auta (on i ja), a on wydobył z czeluści auta me odzienie. Wiedziałam, że zaraz poprosi mnie o numer telefonu, a mój spanikowany umysł wytężał swoją kreatywność do granic możliwości, co by tu zrobić, by nie musieć tego robić. A że jestem miłą i ułożoną dziewczynką i głupio mi by było powiedzieć facetowi prosto w twarz (i to jeszcze przy wspólnych znajomych), że fajnie było, ale się skończyło i nic z tego nie będzie, to musiałam coś niestandardowego wykombinować. I stało się, wyświetlacz telefonu rozjaśnił mroki nocy. Rozbłysnął telefon, mój mózg też. Już otworzył usta i miał coś powiedzieć, gdy wtem ja wypaliłam: „Tak, to na pewno moja kurtka. Miło z twojej strony, że przyświecasz mi telefonem”. Po czym przytuliłam zdębiałego gościa z ciągle wyciągniętym przed siebie telefonem i weszłam do domu.
PS Koleś zgodnie z przewidywaniami po pewnym czasie okazał się totalnym złamasem.
Kiedyś mieszkałam w akademiku ASP. O tym miejscu mówiło się, że to nie styl, a stan umysłu. I historią stamtąd chciałbym się z Wami podzielić. Celem wprowadzenia, muszę pokrótce opisać Wam jak wyglądał rozkład pomieszczeń w tym akademiku. Była to ziemia i architektura po starych koszarach, dzierżawiona, o dziwo, od innej uczelni. Piętra o wysokości około 3,5 m. W skrzydle na korytarzu, przy którym mieszkałam, znajdowały się cztery toalety.
A teraz wyobraźcie sobie: wstajecie rano zaspani. Idziecie do WC na tzw. dwójkę. Siadacie na tronie. Zaspany wzrok zaczyna błądzić po małym pomieszczeniu. I nagle widzicie TO. Gówno na suficie. Klocek, który zaraz Wam spadnie na czerep. Panika i ewakuacja.
Okazało się, że „klocek” był żartem rzeźbiarzy. Uformowanym i pomalowanym tak idealnie, że ciężko było uwierzyć, że nieprawdziwy. Jak się okazało, że „gówno” nie spada, zostało tylko obserwowanie ze śmiechem nieuświadomionych studentów, jak uciekają z kibla!
Skąd dranie wzięli drabinę do „performance'u” i czemu nikt nie zauważył?!
Jedną z najgłupszych rzeczy, jakie można zrobić ze swoim życiem, jest zakochanie się w kimś z internetu. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie – jest jakaś internetowa społeczność, wszyscy mają anonimowe nicki, nikt nie ma zdjęcia w profilu itd. No więc właśnie to zrobiłam ze swoim życiem, absolutnie rozkochałam się we wpisach kolesia o nicku (żeby oddać całą beznadzieję sytuacji) „Analny_Dewastator”. Najlepsze, że nawet nigdy nie pisałam z nim na priv. Po prostu przyglądałam się jego wpisom, bardzo życiowym, i wiedziałam, że ten gość jest kimś wyjątkowym. Nie mogłam przestać o nim myśleć.
Zeszłego lata pojechałam do Gdańska, moi znajomi robili akurat domówkę i wpadłam do nich wieczorem. Było tam sporo osób i poznałam jednego świetnego chłopaka, z którym rozmawiałam chyba z godzinę. Pomyślałam wtedy sama o sobie, że strasznie tępa ze mnie dzida, mam przy sobie świetnego chłopaka (trochę kucowaty, ale i tak super), a zamiast jakoś ciągnąć tę znajomość i się z nim umówić, to przez całą rozmowę mam w głowie jakiegoś Analnego Dewastatora!
Kiedy wróciłam do domu do Wrocławia, postanowiłam naprawić swoje życie „Słuchaj DildoQueen (mój nick), weź się w garść!”. Pomógł mi w tym wpis Dewastatora, w którym pisał, że poznał ostatnio jakąś laskę i bardzo mu się spodobała, bla bla bla... fuck it.
Poprosiłam moich znajomych, żeby dali mi jakiś namiar na tego chłopaka (Tomka) z imprezy. Odezwałam się do niego, umówiliśmy się w Poznaniu na kolejny weekend. Naprawdę strasznie mi się spodobał i spędziliśmy ten czas bajkowo. Lepiliśmy rogale w Muzeum Rogala, karmiliśmy kaczki nad Wartą, poszliśmy do AquaParku itd. Po prostu moc frajdy, zupełne oderwanie od rzeczywistości!
„Słuchaj, Weronika (moje imię), kończ z tą DildoQueen, bo ucieka ci życie” – powiedziałam sobie, po czym postanowiłam usunąć swoje konto z tamtego portalu. Pech chciał, że akurat pojawił się wpis Analnego, miałam to zignorować, ale jakoś tak zaczęłam czytać i... zaczął tam pisać, że usuwa konto... (WTF!? to naprawdę musiał być jakiś mój duchowy bliźniak), bo jest tyle życia do przeżycia i uświadomił to sobie, kiedy był w weekend w Poznaniu, karmił kaczki nad Wartą, pływał w AquaParku i lepił rogale w Muzeum Rogala... O_o z najwspanialszą dziewczyną, jaką w życiu poznał.
Zrobiło mi się gorąco, zimno, gorąco, zaczęłam się głupio uśmiechać do monitora, potem do ściany, potem do wspomnień o weekendzie. Zakręciło mi się w głowie i w brzuchu i w oczach i nie powiem gdzie jeszcze. Po prostu szok, Analny Dewastator to był Tomek! XDDD
Swój wpis skończył tym, że usuwa konto, bo czuje zażenowanie, kiedy myśli o tym, że kiedyś ta dziewczyna (czyli, że ja XD) dowiedziałaby się, że jest Analnym Dewastatorem na portalu dla anonimowych przegrywów i onanistów. xDDDDD
Dzisiaj po raz pierwszy od dłuższego czasu pewna kobieta zwróciła się do mnie, używając słowa „kochanie”.
Tą kobieta była starsza pani, jakoś po sześćdziesiątce, która poprosiła, abym zmienił godzinę w jej telefonie, ponieważ sama nie potrafiła tego zrobić...
Chyba każdy kiedyś miał do czynienia z łysymi palantami w kolorowych ciuszkach i spodniami z krokiem przy kostkach. Najbardziej wpienia mnie to, że mają się za takich twardzieli, a zawsze na zewnątrz chodzą grupą co najmniej w trzy osoby ze strachu. Mendy i zakały narodu. Zawsze gdy odbywa się festyn, to przychodzą pod blok o pierwszej w nocy i do trzeciej drą ryja na całe osiedle, jakby nikt poza nimi się nie liczył. Gdyby to jeden siedział na ławce, toby nawet nie pisnął, a że byli w kilku, to odwagi nabrali. Jak można być takim idiotą i być z tego dumnym?! Jest to dla mnie niepojęte. Poza piciem, wożeniem **py i rżnięciem blachar nie mają tematów do pogadania. Ciągle tylko JP na 100% i muzyczka z głośnika w komórce (pewnie ukradzionej komuś!). Upośledzone umysłowo, niekochane dzieci z patologicznych rodzin. Zastanawiam się czasami, skąd to się takie defekty biorą? Krzyżówki ludzi z pierwotniakami czy jak? Mam nadzieję, że już niedługo zbliżymy się do zachodu i ta spaczona tkanka społeczna zniknie na zawsze.
Rok temu byłam z chłopakiem, który mnie bił bez opamiętania.
Brak seksu – strzał po twarzy.
Na mieście spotykam koleżankę, chcę z nią porozmawiać – szarpanie za szmaty.
Przez kilka miesięcy robiłam to, czego on ode mnie żądał.
W końcu się zebrałam i w sierpniu z nim zerwałam. Od niedawna jestem z kimś innym, ale dzięki tamtemu frajerowi nie umiem się do mojego obecnego chłopaka zbliżyć, zaufać. Mój były do teraz mnie nęka, wypisuje SMS-y, wydzwania z różnych numerów po nocach, podjeżdża pod dom i stoi po kilka godzin. Sprawa była zgłaszana na policję, ale policja uznała, że nie ma ostatecznych dowodów, że to on i oni nie są w stanie nic zrobić...
Współczuję każdej kobiecie, która przez to przechodzi lub przechodziła, taki facet nie jest nic wart. Wierzę w to, że karma do niego wróci.
Dodaj anonimowe wyznanie